Zobacz pełną wersję : najdurniejsza rzecz jaką zrobiliście ze swoim autem?
robertgreenford
15-11-2007, 23:35
Ja dzisiaj z zaspania i głupoty rano drapałem szybe z lodu (nie miałem nic pod reką normalnego) :wstyd: urzyłem starego wkładu lusterka :wstyd: . W ten oto sposób zafundowałem sobie nową szybe przednią bo ta która mam obecnie nie nadaje sie do niczego :mur: :mur: :mur: .Zmieniam jutro
Wiem wiem jestem gupi i nawet na "Ł" nie zasługuje :wstyd:
respekt kolego :hyhy:
ja podczas wymiany głośników z tyłu, a dokładniej szlifowania nitów załatwiłem sobie szybę boczną :dobani: te gorące opiłki metalu poprzyczepiały się do szyby i mam teraz takie czarne mikro zagłębienia w szybie :dobani: trzeba się dobrze przyjrzeć żeby to zobaczyć ale mnie to boli :/
Jak się nie ma w głowie...
Za łebka jeszcze (ze 17 lat miałem) jak kumpel mnie holował w maluchu, zerwała sie lina. Skręciłem koła na prawo, zepchnąłem malacza na pobocze, wyciągnąłem kluczyki, kontrolki zgasły i polazłem line podpinać. Wsiadłem do auta, ryknąłem do koleżki "dawaj!", koleś ruszył prosto, a ja zaraz za nim tylko że w lewo. Lina zaś poszła, a ja zostałem stać w poprzek drogi z zablokowaną kierownicą, kluczykami na masce i mało brakło pełnymi gaciami.
Inna historia to jak holowałem citroena cx, który po kilkudziesięciu metrach jazdy za mną, został stać krótszy o prawie pół metra i przy okazji skasował 5 innych aut :rotfl:
Ale to wina kolesia była, bo mi kazał zapier...ać, bo jak stwierdził "to dizel chopie jest to musi być moc żeby zaskoczył!!!" :rotfl: :rotfl: :rotfl:
Witajcie,
Musze się niestety przyznać, że mam nawet jakiś powód, żeby się tu wpisać.
W moim pasiu swego czasu miałem problemy z ładowaniem/akumulatorem. Zwał jak zwał - co by odpalić, trzeba było z pychu i tyle. Stoje w korku, autko coś nierówno pracuje i nagle ... cisza. Że człowiek, zły w takich momentach trza pchać, zawiozłem się popchnąłem moje maleństwo. Udało się na 2 i silnik zaskoczył. Świetnie myślę, jestem w domciu. Ale podczas wskakiwania do auta odpadła mi klapka zasłaniająca bezpieczniki (ci co mają lub mieli B3 wiedzą o co chodzi) i wsunęła się pod sprzęgło... Zamiast bieg wyrzucić, trzeba było hamulec opór i auto zgasło. Szlag mnie trafił i ... pokrywka poleciała w tył auta, a że mam kombi to... pokryweczka w drobny mak rozsypała mi szybkę w klapie :mur: :mur: :mur: :mur:
I czym tu isę chwalić :dobani: :krzeslem:
Luty, zima 2005, Zakopane jeszcze mialem golfa tdi. Zimno z -20 stopni. Duuuzo sniegu. Rano poszedlem odpalic samochod bo gdzies mielismy jechac. A ze gofer troche nie domagal to ciezko bylo zapalic na zimnym. Wiec krece, krece silnikiem w koncu zaskoczyl, poszla chmura dumy, warkocze jak bez tlumika ale chodzi. Po chwili sie uspokoil ale pomyslalem, eee co tam przejade sie kawalek to go dogrzeje. Wyjechalem patrze na drodze cos tam robia i jest zablokowan, ale z boku taka fajna droga do przez pole do lasu.
No to jazda tam. Droga ledwo wydzielona zaspy po obu stronach ale ok. Noi jade jade, chce zawrocic ale nie ma jak bo zaspy wszedzie. W koncu dojechalem do samego lasu tam udalo sie zawrocic.
No to wracam no i nagle sciagnelo mnie w prawo i wyladowalem w zaspie w rowie. Oczywiscie nie ma jak wyjechac. Nie mam telefonu, dresy z bluza, bez zadnej kurtki (po tylko wyszedlem odpalic furke na podwórku). No i co tu zrobic, patrze jakies domu w odleglosci 200m to wolam ze potrzebuje pomocy dzwoni nic. No mysle zalatwilem sie na cacy, ale co zrobic. No to truchcikiem do domu po chlopakow po 20 min dobieglem do domu no i wyjechalismy wyciagac samochod. Odkopujemy golfa, a on obsuwa sie az zawisl na misce olejowej. No ale co zrobic zakladamy lancuchy do obu samohcodow no i probujemy wyjechac. Udalo sie!!
Stracone 2h na rozgrzaniu silnika :)) Ale bylo smiesznie :)
Jadę sobie Boxerkiem po Żuławach, chciałem coś wyciągnąć ze skrytki w kokpicie przed fotelem pasażera. Skrytka zamykana kluczykiem....
Nie chciało mi się zatrzymać, więc wybrałem odcinek, gdzie nie mijałem się z autami, wyjechałem na środek jezdni, auto toczy się na luzie, wyciągam kluczyk ze stacyjki, otwieram skrytkę (przechylajac się, bo auto jest trochę szersze) i w tym momencie blokuje mi się kierownica. Blokada ustawiona tuż obok pozycji jazdy na wprost ale nieco w prawo. No i jadę prosto na drzewo.
No cóż, i tak musiałem się zatrzymać. Na szczęście -jako, że nie spanikowałem i nie próbowałem łamać blokady zatrzymałem auto przed drzewem.
Ot, do czego potrafi doprowadzić próba zaoszczędzenia kilkunastu sekund.
szefomaciek22
16-11-2007, 15:31
witam
wymieniałem kiedyś w audi zbiorniczek wyrównawczy w którym był czujnik. Za cho..e nie chciał wyjść. Wiec mysle stary zbiornik moge potraktować młotkiem. tak jak pomyślałem to zrobiłem lecz ciutke za mocna . Rozwaliłem zbiornik wraz z czujnikiem :(
ormowiec
16-11-2007, 17:17
Ja w wakacje wybrałem się do Gdańska i jeździłem trochę po centrum. Dojechałem do jakiegoś skrzyżowania małych brukowanych uliczek w kształcie litery T i kręciłem w prawo. Zaraz za skrzyżowaniem zaczynał się ciąg samochodów, który jak na godziny szczytu wcale mnie nie zdziwił. Zdziwiło mnie to, że przez 10 min w ogóle się nie przesuwa. Wkurzony wychodzę z auta i co widzę? że stoję na końcu kolejki... zaparkowanych samochodów :D
Ormowiec :hurra: Niezły numer. Ja kiedyś skręcając w lewo chciałem jednocześnie zresetować licznik, tak jakoś mnie naszło. Wsadziłem oczywiście rękę przez kierownicę, potem muszę wyprostować bo się zakręt kończy i nie mogę bo coś mi blokuje. Oczywiście moja własna ręka! Wjechałem na krawężnik a potem długo myślałem jak to się mogło stać. Blondynką w końcu nie jestem :zalamany:
dominek_f
16-11-2007, 17:55
Witam
I ja mam w swoim życiorysie podobną historię. Kiedyś Trampkiem zakopałem się w zaspie. Ponieważ nie było w okolicy nikogo, tylko szczere pola, a Trampek kilka minut kręcił już kołami bez żadnego efektu, postanowiłem wyciągnąć ssanie i pchnąć go samemu :wpale: . Jak załapał wreszcie troszkę gruntu wyrwał do przodu, ale beze mnie :przestraszony: . Przejechał kilkadziesiąt metrów, zjechał z małej skarpy i znalazł się na środku zamarzniętego stawu. Na szczęście zima była wtedy ostra, lód gruby więc się pod nim nie zarwał. Musiałem szukać kogoś z ciągnikiem, co zimą nie jest takie łatwe, ponieważ każdy gospodarz po sezonie spuszcza wodę i chowa akumulator do piwnicy :kwasny: . Jak po trzech godzinach ciągnik był już odpalony (grzanie wody do układu chłodzenia, doładowywanie aku), pojechaliśmy nad bajorko i wyciągnęliśmy Trampka z opresji. :hurra: :hurra: :hurra:
Kosztowało mnie to trochę strachu i butelkę dla traktorzysty.
Wspomnienia ....bezcenne :rotfl:
Pozdrawiam Dominek
Mając jeszcze Golfa MkII po opadach deszczu który pięknie zamarzł na aucie chciałem oskrobać dach ze skorupy lodowej przed wprowadzeniem auta do garażu co by później nie miał kałuży. Użyłem do tego śrubokręta :mur: oczywiście robiłem to powoli i uważałem, ale na następny dzień zobaczyłem kilka pięknych rysek na dachu :przestraszony: Na szczęście udało się sprzedać auto jakimś koleżkom którzy nie zwracali uwagi na takie pierdoły ;)
Od tego momentu staram się nie upiększać auta na siłę usuwając z niego warstwę lodu.
1.Jadę sobie Mercem kaczorem (taki dostawczy) a tu mnie w uchu zaczęło swędziec czym tu się podrapac (bo to w środku mnie swędzi) niewiele myśląc wyciągnąłęm kluczyk silnik zgasł, kierownica się zblokowała ja przerażony na hamulec a tu **** nie chce hamowac Q.wa ale zonk. Ręczny uratował moją głupotę.
2. Innym razem sprawdzałem ręczny w w/w busie. Dwa zakręty na wąskiej drodze, zima a ja chop i zaciągnąłem ręczny. Auto niewiele myśląc w poprzek drogi a dróżka wąska. Jak ochłonąłem zacząłem się zastanawiac co by było jak zza zakrętu wypadłby taki sam idiota.
3.Ten sam busik mercedesa jakieś 15 lat temu czyli nie ma GPSów ja z mapą metropolii Szczecin czytam że powinna byc droga ul. Asfaltowa i żeczywiście jest a jakże asfaltowa. Asfaltową chciałem sobie skrócic drogę. No to jadę, asfaltowa się kończy zaczyna się żużlówka ale nic to zaraz będzie ulica do której dążę. Żużlowa się kończy a zaczyna się trakt bity ujeżdrzony przez auta dążące wzdłuż płotu na działki koniec traktu i widzę piękne pole zasiane jakąś zieleniną a jest to wczesna wiosna. W odległości jakiś 100 m jest ulica do której mam dojechac i niewiele myśląc i wierząc że jest to ta asfaltowa puszczam się na skróty. Oczywiście po przejechaniu około 50 m. auto wpada w błoto po same ośki. Mówię wam Camel Trophy się chowa :hurra:
4. Już inny samochód. Moje marzenie z dzieciństwa VW Golf I 1.5 diesel wymażony nic to że mu się już licznik przekręcił i składany był z 2-ch benzyniaka buda, silnik od diesla. Zima kupuję ropkę na lewo od jakiegoś robotnika i leję do zbiorniczka ale jakoś dziwnie śmierdzi jakby benzyną ale leję. Odpalam furkę a tu z początku jak mi zawory zaczynają walic ale po chwili jak by się uciszył. No to dawaj mu w rurę a ten jakby nie ten sam golfik dostał takiego kopa że po przejechaniu ok. 20 km. tak się rozgrzał że po zgaszeniu nie mogłem go odpalic. Rano odpalił. Pytam faceta co za paliwo mi sprzedał. "Panie wziąłem kanister gdzie trzymałem benzynę do swojego malucha" . Gośc po prostu zamienił kanistry a mnie czekał remont silnika i planowanie głowicy. Nie pomyślałem że auto ma podwójne spalanie. Najpierw wybucha sprężona mieszanka ropy a ta podpala benzynę. Oj głupota :cisza:
Już zmądrzałem nabrałem wiedzy i doświadczenia. Więcej grzechów nie pamiętam - jak sobie przypomnę to napiszę. :mur: :vw:
edit:
Ot cwila czytania waszych postów i mi się przypomniało ot stary a głupi. miałem już wtedy spore doświadczenie w motoryzacji. Wyładował mi się akumulator na mrozie co robi kierowca oczywiście wymontowuje go i zanosi ładowac prostownikiem. I ja idąc śladem doświadczonych kierowców zrobiłem to samo. W pomieszczeniu za garażem okręciłem korki w akumulatorze podłączyłem do prostownika. Po kilku godzinach idę sprawdzic czy akumulator się naładował ale jakiś debil wykręcił żarówkę bo mu była potrzebna bóg wie do czego. Ale nasłuc***ę słychac że lecą bąbelki ale nie widzę czy ciecz nie zmieniła koloru na brunatny (czyli akumulator do wymiany). Niewiele myśląc wyciągam zapalniczkę , zapalam i słyszę BUUM oraz widzę błysk. :przestraszony:
Cała ciecz czyli kwas wylądował na twarzy i całym moim ubraniu. I tak się stałem świadkiem wybuchu małej bombki wodorowej :evil:
edit:
Chyba zdobyłem miano największego durnia
Jacuś, edytuj posty. 3 scalone/Duży
ja wam się nie wpiszę :wstyd: wolę zapomnieć :P
ja wam się nie wpiszę :wstyd: wolę zapomnieć :P
może jednak ku przestrodze? ;)
ja wam się nie wpiszę :wstyd: wolę zapomnieć :P
może jednak ku przestrodze? ;)
nie nie, za duży obciach :hyhy: - powiem jedno - nigdy nie cofajcie kilku metrów, by "przesunąć" odrobinę autko z: jedną nogą wewnątrz auta na sprzęgle (prawą) a drugą na zewnątrz auta i otwartymi drzwiami i z ręką na ręcznym by zatrzymać ruchome autko na półsprzęgle :wstyd:
Efekty nie do pozazdroszczenia.
pobs, trudne do wyobrażenia :) rozumiem że chciałeś wymienić tylni zderzak? ;)
nie :wstyd: poszły lewe drzwi od kierowcy o słupek od bramy - zamiast zahamować ręcznym - puściłem całkiem sprzęgło - efekt? auto ruszyło znaaaacznie szybciej :rotfl: ojca szlag trafiał przez dwa tygodnie jak musiał wsiadać przez drzwi prawe :rotfl:
robertgreenford
17-11-2007, 15:21
nieźle Pobs :rotfl: Ja byłem świadkiem u nas na warsztacie jak gość wysiadł z toyoty prius i zostawił otwarte drzwi.Problem polega na tym że to badziewne auto to hybryda i akurat działał silnik elektryczny. Koleś wysiadł żeby przestawić auto które stało z tyłu i zrobic miejsce na tego priusa :zdziwko: Jakież było jego zdziwienie kiedy prius ruszył do tyłu i przeparkował auto stojące za nim :przestraszony: no i nie obyło sie bez efektow specjalnych bo otwarte drzwi walneły w murek i z gracja odpadły. A najśmieszniejsze jest to że oba auta były na gotowo, klienci byli poinformowani i umówieni na odbiór.
:]
ja sam miałem jedną taką sytuacje bo prawie rozwaliłem 2 auta
robiłem kangoo dla faceta na wózku inwalidzkim. Autko było troszke przerobione. Miało skrzynie automatyczną i trzy pedały z czego domniemane sprzęgło okazało sie pedałem gazu :przestraszony: wjeżdzając na swoją baze chciałem nacisnąć "sprzęgło" i auto wyrwało do przodu i prawie wpadło na gotowego merca brakło dosłowie 5 cm żebym walnąl w jego bok. Gdyby nie ręczny to pewnie bym pracował z miesiac na to żeby zapłacić za remont E klasy
mirekm11
17-11-2007, 18:12
Nie wiem, czy była to najdurniejsza rzecz, ale teraz na pewno bym się nie odważył. Naście lat temu wybrałem się maluchem (PF 126p) do Londynu i z powrotem z ślizgającym się sprzęgłem, wiedziałem o tym, i jakimś cudem udało mi się wyjechać z promu. Kto płynął, to wie, że wyjazd może być naprawdę stromy. Na miejscu maluszek zarabiał na siebie. :)
Swoją przygodę z maluszkiem zacząłem od wlewania oleju przez otwór bagnetu, zakończyłem na kompletnym rozebraniu każdego zespołu, każdej "śrubki", zweryfikowaniu i złożeniu (dosłownie wszystko, oprócz skrzyni biegów) łącznie z własnoręcznym polakierowaniem go. Samochód jest już w trzecich rękach i dalej jeżdzi (22 lata).
W Londynie wracałem z pracy ~12 w nocy, złapała mnie drogówka jak przejeżdżałem na czerwonym, byli bardzo agresywni, ale jak sie dowiedzieli, że tym (PF 126p) przyjechałem z Polski to uśmiech od ucha do ucha i dobra rada, że u nich jest wszystko odwrotnie niż w Europie, tzn, na zielonym sie jedzie a na czerwony czeka. Czyli w Europie ...........
Swego czasu jechałem maluchem, i po płaskiej jezdni na moście był bardziej stromy zjazd. Oczyma wyobraźni zobaczyłem jak dokonuję skoku, coś takiego jak samochody rajdowe na hopie. Dodałem gazu na maksa ale efekt był zgoła odmienny od oczekiwań, grawitacja, he, he.
Na bagażniku malucha i w środku (+ pasażer) przewoziłem, na 1 raz, sporych rozmiarów, 2mx1,5m, narożnik ze Swarzędza. Przez całą drogę we Wrocławiu nie było żadnego odważnego samochodu, który by jechał za mną w odległości mniejszej niż ~kilkanaście metrów, czy też próbował mnie wyprzedzić, a ze zrozumiałych powodów musiałem jechać wolno.
Z maluszkiem rozstałem sie w 1998 roku :zalamany:
Post Kuczlawa przypomniał mi czego juz nigdy nie zrobię. W maluszku przy szybkości ~80km/h zasnąłem za kierownicą, obudziłem się tuz przed zakrętem (właściwie na zakręcie), a na wprost mnie drzewo słusznych rozmiarów. Plus tego zdarzenia jest taki, że już nigdy, przenigdy, i jestem tego absolutnie pewien, nie zasnę za kierownicą.
Powyższe zdarzenie (jechałem do jednostki wojskowej) przypomniało mi inne, także związane z maluchem. Dawno temu, pod koniec komuny, po studiach, załapałem sie na 9-miesięczną służbę w jednostce w Strzegomiu. Pewnego dnia mieliśmy ostre strzelanie z kałasznikowa, a że strzelnica jest dość oddalona od jednostki (i, że podchroąży zawsze zdąży), to trzeba było jakoś tam dotrzeć. Kompania z żołnierzami służby zasadniczej poszła na piechotę, a my, w czterech chłopa wsiedliśmy do malucha, giwery wystawiliśmy przez okna (oczywiście bez ostrej amunicji), no i tak przejechaliśmy się ulicami Strzegomia mijając maszerującą z mozołem, w słońcu, kompanię. Pomachaliśmy im i dowódcy mijając ją. Wyobrażacie sobie teraz taka sytuację, toż to by była afera na całą Polskę. A mówi się, że za komuny nic nie można było.
To ostatnie zdanie to oczywiście z przekąsem.
Jadąc swoim pierwszym samochodem VW Polo 88' jakos w 97 roku przed łukiem na drodze wypadła mi fajka z ręki na dywanik :( Jakież było moje zdziwienie jak ją podniosłem spod nóg, patrzę na drogę a tam taki fajny betonowy słup sobie stał :D Zdążyłem odbić w prawo ale było już za późno i przychaczyłem lewym bokiem zaczynając od słupka za drzwiami kierowcy :( Dach zagięty, próg też już nie wspomnę o drzwiach i całym błotniku. Aaaa, i trzech szyb brak a była to zima i 20 KM do domu.....
Dobrze że jechałem wolno tj. ok 50 km/h.....
Teraz jak pale w aucie i prowadzę żeby nie wiem co to wzroku nie spuszczam z jezdni....
malymk45
17-11-2007, 19:34
Teraz jak pale w aucie i prowadzę żeby nie wiem co to wzroku nie spuszczam z jezdni....
Rzuć to świństwo bo cię kiedyś zabije na śmierć !!!!!
mirekm11
17-11-2007, 20:29
Jako, że jest sobota, piwko smakuje, temat fajny, trochę czasu w oczekiwaniu na mecz Polska-Belgia, to nachodzą wspomnienia. Swego czasu miałem 15 letnia Hondę Accord. Sprawa się działa w Teksasie w 1999 roku. Honda była trochę mułowata więc przeczyściłem jej gaznik. Po tym zabiegu jak to określałem, rwała asfalt. Ale nie wymieniłem węży paliwowych, które zdejmowałem i były sparciałe w środku i po pewnym czasie kawałki gumy zatkały gażnik, tak, że był on całkowicie zalany. Samochód z rodzinką stanął w szczerym polu. Udało mi się zatrzymać jakiegoś kierowcę, który podwiózł nas do najblizszej stacji benzynowej. Myślałem, że nie ma benzyny, w gażniku było okienko, a jak się pózniej okazało był całkowicie zalany. Wracaliśmy z zakupów, gdzie wydaliśmy wszystkie pieniądze i pożyczył nam na paliwo, zaholował do stacji i odjechał . Zatankowałem, a samochód nic. Zacząłem dochodzić , co jest nie tak i wtedy doszedłem do tego, że trzeba przeczyścić gażnik. Przy stacji był bar, gdzie siedzieli ludzie, w większości murzyni, a ja latałem z tym gaznikiem czyszcząc go, przedmuc***ąc itd. Notabene przestawiłem na popych samochód w miejsce, gdzie miały mrowisko mrówki ogniste, nazwa mówi sama za siebie, po wszystkim byłem cały pogryziony. Ludziska z przeszklonego baru obserwowali z niedowierzaniem, z nudów, każdy mój ruch, i wreszcie nastąpił wielki moment, pierwszego odpalenia. Odpalił za pierwszym razem. Część ludzi wyszła z baru i .....zaczęła bić brawo. Wiem, że się chwalę, ale zdarzenie jest autentyczne. Chwilę przedtem powrócił kierowca, który mnie podwiózł. Wysłała go żona, aby sprawdził co jest z nami, no bo ja z żoną i przede wszystkim z dzieckiem. Oferował pomoc, a ja mu na to, że wiem co jest nie tak i na pewniaka odpalam. Zapytał się co robię w Teksasie, a ja mu z miną niewiniątka, że pracuję na uniwersytecie. Oglądaliście pewnie amerykańskie filmy z geniuszami w roli głównej. Ten facet popatrzył się na mnie jak na taką osobę. Znów się chwalę, ale miałem dużą radochę. Nie powiedziałem mu, że u nas w Polsce to normalna rzecz, że ludzie potrafią naprawiać swoje samochody. Pieniądze chciałem pózniej oddać, ale przez telefon powiedział, że nie ma sprawy. Właśnie zaczyna się mecz.
cię kiedyś zabije na śmierć a zabic może na co jeszcze?
to teraz ja :wstyd:
1. 25grudnia 98, jakieś -20 poniżej zera... zbliża się wieczór przed ważną uroczystością (później napiszę jaką) próbuję odpalić mercedesa 123- 240D ale oczywiście aku odmawia posłuszeństwa... szybka akcja, telefon do kuzyna, podjeżdża starym zdezelowanym tarpanem pod mesia, przez uchyloną szybę pada zdanie "u mnie akumulator jest jak brzytwa bo mam zje...ny alternator i cały czas na maxa go doładowuje !" :przestraszony: niewiele myśląc podnoszę maskę tarpanika, kable już na akumulatorze mercedesa są, podpinam kabel - na aku tarpana, następnie +... ZAISKRZYŁO !!
Naładowany, rozgrzany do granic wytrzymałości akumulator tarpana wybuchł mi prosto w twarz z odległości 20-30 cm !! pamiętam tylko że pobiegłem (nie bardzo wiem jak bo z zamkniętymi oczami) z podwórka do domu rodziców a kuzyn wezwał pogotowie. Pani doktor na okulistyce pięknie opatrzyła popodbijane oczy, popękane łuki brwiowe i wypuściła do domu... bo troszkę spieszyłem się na swój ŚLUB :hyhy:
na szczęście nie jestem zwolennikiem hucznych imprez więc ślub miał być cichy i tylko dla najbliższych więc strasznego obciachu nie było ale i tak nie zapomnę miny kościelnego który powiedział "w różnym stanie widziałem młodych po "kawalerskim" ale takiego to jeszcze nie..." :rotfl:
rano oglądałem resztki akumulatora-bomby... został tylko spód i część cel... reszta po prostu rozleciała się ... miałem niewiarygodne szczęście że skończyło się tak jak się skończyło i nie straciłem wzroku... :padam:
2. grzebiąc kiedyś z nudów przy mercedesie 124 wsiadłem, a właściwie posadziłem tyłek na fotelu nie wsiadając całkiem i zakręciłem rozrusznikiem... myślałem że był na luzie... nie był ... kilka metrów z przodu skalniak z duuużym głazem... :mur: mietek wskoczył na niego jak kozica górska łamiąc zderzak i dolny spoiler... do tej pory ciarki mnie przechodzą jak przypomnę sobie że dosłownie chwilę przedtem przy tym skalniaku bawiły się moje córki ! :krzeslem:
3. ten sam mercedes, kilka dni później odebrany z zaprzyjaźnionego warsztatu (po klejeniu i malowaniu wyżej opisanego zderzaka), kolega mechanik prosi coby szybciutko podskoczyć do centrum motoryzacji po jakąś tam część o której zapomniał... sam nie miałem zbyt wiele czasu więc się spieszę... duży parking, znajduję miejsce, parkuję przed jakimś autem, biegnę do wskazanego sklepu, kupuję część, biegiem do samochodu, wsiadam... samochodu przed którym parkowałem już niema więc nie muszę cofać :hurra: więc jedynka i but ... :mur: mercedes znów jak kozica górska przepięknie wskakuje na betonową niską donicę które dzieliły parking na pasy... jak wróciłem do warsztatu to chłopaki płakali ze śmiechu oglądając połamany zderzak i spojler... :wstyd:
się rozpisałem...
mam coś jeszcze ale nie będę przynudzał... przynajmniej na razie :cwaniak:
salus, no normalnie padłem ze śmiechu choć nie powinienem :D
Masz szczęście po wybuchu akumulatora. Masz fotki ze ślubu :hyhy: wklej :D
Andrew1982
18-11-2007, 19:16
"w różnym stanie widziałem młodych po "kawalerskim" ale takiego to jeszcze nie..."
przepiękny tekst :rotfl: :padam: ale to musiało wyglądać
Mamy akurat zimę na Śląsku, więc przypomina mi się moje zdarzenie z lutego 2006r.
Paska (pierwsze auto prawdziwie na własność) miałem wtedy od 2 tygodni, zima -20stC w dzień, więc wybrałem się do dentysty. Postawiłem samochód koło mało uczęszczanej drogi, na nieznaczniej pochyliźnie (ale znacznie oblodzonej).
Jakież było moje zdziwienie, gdy po pół godzinie, ze znieczuloną gębą ujrzałem Paska postawionego w poprzek drogi i kilka samochodów obok niego, próbujących wydostać się (jedyną) drogą z okolicznych bloków.
Dopiero jak odjechałem kilka metrów dalej i przyjrzałem się dokładniej, zobaczyłem ślady zostawiane na ośnieżonym lodzie spod kół zsuwającej się, Paskowej dupy...
salus, no normalnie padłem ze śmiechu choć nie powinienem :D
Masz szczęście po wybuchu akumulatora. Masz fotki ze ślubu :hyhy: wklej :D
po pierwsze primo był ZAKAZ fotografowania z przyczyn wiadomych :wstyd:
po drugie primo ... widziałeś jak wyglądał Michalczewski po swojej ostatniej walce ? no !
po trzecie ładnie sie wszystko pogoiło i zostały tylko niewielkie, takie ala "pobójkowe" blizny pod i nad okiem i głęboko schowane w szufladzie kilka zdjęć "pamiątkowych" :ok:
aaa jeszcze zapomniałem dodać że jak wróciłem po jakiś dwóch, trzech godzinach czyli na chwilę przed tym jak mieliśmy jechać do kościoła, to moja przyszła żona o niczym nie wiedziała (mieszkaliśmy od dłuższego czasu razem) i spokojnie szykowała się do ślubu... to na dzień dobry dostałem opierdziel że "nawet w takim dniu, jak zwykle wychodzę na chwilę i przepadam na parę godzin" ! :wpale:
dopiero jak spojrzała to nogi się jej ugięły... nikt wcześniej nie miał odwagi powiedzieć jej co się stało... zresztą nie było wiadomo jak to się skończy ...
piotreksuzuki1
23-01-2008, 08:56
A ja sobie poszedłem do sklepu i za słabo podciągnąłem ręczny. Po chwili wpada jakaś kobieta "Auto panu pojechało!!!" Na szczęście zatrzymało się na drzewie :) :567: Zderzak klapa do wymiany. Pozdrawiam
nie nie, za duży obciach :hyhy: - powiem jedno - nigdy nie cofajcie kilku metrów, by "przesunąć" odrobinę autko z: jedną nogą wewnątrz auta na sprzęgle (prawą) a drugą na zewnątrz auta i otwartymi drzwiami i z ręką na ręcznym by zatrzymać ruchome autko na półsprzęgle :wstyd:
Efekty nie do pozazdroszczenia.
nigdy tak nie róbcie, nawet jadąc do przodu... :wstyd:
damianko
23-01-2008, 13:37
pojechałem z kolegą na yby nad taki stawik. w okół stawiku taka wielgaśna łąka prawie po horyzont a do okoła jakies zboża. i jak sobie wracaliśmy (już było ciemno) nie mogliśmy znaleźć taj dogi między zbożami. Złapała mnie newa. Wyciągamy giepsa wyznaczyliśmy sobie azymut do drogi i atakujemy przez zboże... atakujemy... ciemno troszke, mało widać ale powoli atakujemy... i tak sobie atakujemy aż passacik zawiesił się na takim rowie w środku żyta głęboki na metr i szeroki na pół. no to dzwonimy bo znajomych i tu zonk - telefon rozładowany. Czekała nas wycieczka na 4 km i budzenia gospodarzy około północy :p
Czekała nas wycieczka na 4 km i budzenia gospodarzy około północy :p
... i wpi..dol za zniszczone zboże??? :D
We wrześniu pojechałem z żonką do Chorwacji, zmęczony w okolicach Primostenu szukaliśmy taniego noclegu, przy drodze stał Chorwat z tabliczką zimmer frei zatrzymuje się pytam co i jak mówił że wsiądzie do Paska i nam pokarze gdzie mieszka ( na marginesie zamknął 20-sto lstniego Golfa I - był pierwszym jego właścicielem normalnie Vw maniak hehe) ale co pojechaliśmu na wioskę pokazał dom a że ciasno było mówił żeby wjechać do ogrodu, spoko wjeżdzam i ..... zawiesiłem Pasia na podłodze o jakąś rurkę wystającą na wjeździe do bramy ( a Pasio był już -40mm zaglebiony) rura wbita ja zły i zmęczony i zdesperowany powyrywałem mu deski z ziemi którymi podpierał sobie gałązki pełne owoców co poskutkowało tym że pare mu się złamało on coś mamrotał i gestykulował ale ja z uporem maniaka ratowałem Pasia i po 10 min. wyjechałem z cholerego ogrodu.... w milczeniu podrzuciłem go po golfa jakieś 8km i szukałem dalej noclegu cóż skończyło sie na obdartej konserwacji, flustracji Chorwata i mojej złości o uszkodzone moje maleństo ale i tak wakacje były rewelacyjne a rany na Pasku się zagoiły ( zarzuciłem konserwnta :) )
W moim poprzednim aucie, tez passacie, ale B3 z 1989r w zimie mialem problemy z zamkami. Zamarzaly mi tak zamki ze dalo sie otworzyc, ale juz nie zamknac. Wiec wkurzony po kilku takich razach, ze musze zagrzac auto zanim rusze aby zamknac drzwi postanowilem nosic przy sobie zapalniczke/zapalki. i jak mialem taka sytuacje no to ta zapalniczka, zapalkami podgrzewalem sobie zamek. Na poczatku bylo OK, ale ktoregos razu grzalem i grzalem i nic. Wiec dlugo nie myslac wzialem odmrazacz do szyb (duuuzo alkoholu ;) ) psiknalem na zamek i ... i podpalilem, alkohol sie ladnie palil skutecznie podgrzewajac zamek :) Wiec uznalem ten sposob za rewelacyjny. Ktoregos razu stoimy sobie z kolegami w zimie w nocy na parkingu, gadamy przy samochodach no i juz mielismy sie zbierac, ale koles wsiadajac do VW Corrado nie mogl zamknac drzwi. Wiec Lesiu widzac kolege meczacego sie z zamkiem zaproponowal mu swoj sposob z odmrazaczem. Kolega na to przystal, psiknalem w zamek podpalilem, wszyscy stali i podziwiali mnie za pomyslowosc bo drzwi momentalnie i skutecznie sie zamknely. No i tak stoimy gadamy, a koles zaglada w strone drzwi i krzyczy "KUR..A, PALI SIE !!!" odrazu lekka panika, ja szybciorem do auta po gasnice juz mialem pryskac, ale koles wyprzedzil mnie Coca Cola. Wlal w drzwi 1,5 litra Coli gaszac ogien. Po tym incydencie okazalo sie, ze nie mozna zamknac auta z pilota (a auto bez zamkow w klamkach). no to o 2 w nocy pojechalismy do kolegi do garazu sprawdzic co sie stalo. Okazalo sie, ze ciegna w VW sa mocowane taka plastikowa spinka, i ta spinka sie stopila, wiec te ciegna nie dzialaly. Walczylismy do 4 w nocy zeby koledze jakimis sposobami to naprawic, udalo sie. nastepnego dnia kupilem kumplowi ta spinke, a drugiemu kolesiowi ta Cole ktora wylal. Cale szczescie ze w miare szybko sie skapnal. Od tamtej pory sie smieje troche ze mnie, ze nie mozna sposobow z Passata zastosowac w Korku :)
ja zostawiłem seata ibize na parkingu przy głównej ulicy w Gdańsku i poszedłem do urzędu. Nie było nie pół godziny. Jak wróciłem to niemal nie narobiłem w gacie bo auta nie było. Szukałem szukałem i klikałem pilota. nagle usłyszałem dźwięk mojego alarmu. No i znalazłen - na środku ulicy. Zapomniałem zostawić go na biegu lub ręcznym. :P dziw że przez taki długi czas mikt go ani nie wepchną i że pały się nim nie zajęły
zipek135
26-01-2008, 13:16
W gdansku na zakupach wtedy jeszcze szczyl bylem :PP mialem isć do w123 zostawić zakupy a to byl sklep co mial 2 parkingi identyczne wygladajace przed zamknięciem sklepu to bylo wychodzę niemozliwe mesia takiego grata buchnęli idę po ojca szukamy a sie okazalo ze z drugiej strony go zostawilismy :(
A najlepsze jak odwalilem z pasiem :( pierwszym autem jak dostalem na 18 :D ojciec mi dal namiary ze typ wache dawal zawsze ok dawal ale jakis taki dziwny byl i raz mialem jechać do Trójmiasta leje z 20 wache byl lekki mroz mowie kasza sie robi oj cos mi sie nie podoba a to jak zima ciemno jak w du**** jakies nie pewne paliwo mysle wiecej nei wezme i wiecej nie wzielem wyjechalem do mostu unii i juz calkowicie zgasl rano patrze do drugiej 20 a tam czysta woda jakbym zlapal ***** to bym mu bez zastanowienia wyje**** w ryj :/ i wszystko do czyszczenia zbiornik itp. a oprócz tego pompa+ wtryski na ulicy Grunwaldzkiej i od tego czasu mi ssie powietrze i 3 raz muszę pompę naprawiać bo do nich już nie oddam bo nie umieja wogle robić a wogle tak ja spasowali ze sie zatarla ale niweazne
Zima rok temu swierzo po prawku pozyczylem od ojca b5 swierzo sprowadzonego wracam z Nowakowa zakret bu jakis lód byl czy czy co nie pamiętam i w rowie leże xD jedzie akurat ktoś ciągnikiem i mnie wyciągnol bylem w szoku ulamek sekundy to trwalo reczny bym zaciągnol i drifta sprobowal zrobic gdyby nie ta gruszka od cb :/ jak wyciagnelem to bylem taki happy ze nic sie nie stalo nic doslownie mowie ale ma mocne zderzaki ale jak sie umylo to lekko wgnieciony prob byl ;p ale ojciec myslal ze taki kupil noca :D wiecej dopiszę jak mi sięprzypomni
Interpunkcja, pisownia - koszmar!!!:eek:/Duży
damianko
26-01-2008, 14:30
W gdansku na zakupach wtedy jeszcze szczyl bylem :PP mialem isć do w123 zostawić zakupy a to byl sklep co mial 2 parkingi identyczne wygladajace przed zamknięciem sklepu to bylo wychodzę niemozliwe mesia takiego grata buchnęli idę po ojca szukamy a sie okazalo ze z drugiej strony go zostawilismy :(
A najlepsze jak odwalilem z pasiem :( pierwszym autem jak dostalem na 18 :D ojciec mi dal namiary ze typ wache dawal zawsze ok dawal ale jakis taki dziwny byl i raz mialem jechać do Trójmiasta leje z 20 wache byl lekki mroz mowie kasza sie robi oj cos mi sie nie podoba a to jak zima ciemno jak w du**** jakies nie pewne paliwo mysle wiecej nei wezme i wiecej nie wzielem wyjechalem do mostu unii i juz calkowicie zgasl rano patrze do drugiej 20 a tam czysta woda jakbym zlapal ***** to bym mu bez zastanowienia wyje**** w ryj :/ i wszystko do czyszczenia zbiornik itp. a oprócz tego pompa+ wtryski na ulicy Grunwaldzkiej i od tego czasu mi ssie powietrze i 3 raz muszę pompę naprawiać bo do nich już nie oddam bo nie umieja wogle robić a wogle tak ja spasowali ze sie zatarla ale niweazne
Zima rok temu swierzo po prawku pozyczylem od ojca b5 swierzo sprowadzonego wracam z Nowakowa zakret bu jakis lód byl czy czy co nie pamiętam i w rowie leże xD jedzie akurat ktoś ciągnikiem i mnie wyciągnol bylem w szoku ulamek sekundy to trwalo reczny bym zaciągnol i drifta sprobowal zrobic gdyby nie ta gruszka od cb :/ jak wyciagnelem to bylem taki happy ze nic sie nie stalo nic doslownie mowie ale ma mocne zderzaki ale jak sie umylo to lekko wgnieciony prob byl ;p ale ojciec myslal ze taki kupil noca :D wiecej dopiszę jak mi sięprzypomni
Interpunkcja, pisownia - koszmar!!!:eek:/Duży
o ja pi.. ojej... nic z tego nie rozumiem chociaż sie bardzo staram :eek::eek::eek::eek:
o ja pi.. ojej... nic z tego nie rozumiem chociaż sie bardzo staram :eek::eek::eek::eek:
bo to po arabsku trzeba od tyłu czytać :592:
Wspominam stare ,dobre czasy posiadania elMalacziego .
I tak pewnego pięknego wiczoru ok godz 23 z groszami wychodzę od mojej dziewczyny( teraz już żony) , a była piękna , mroźna i śnieżna zima.
W okolicy ani żywej duszy i na parkingu tylko mój RED ARROW zasypany po nadkola , ja jako wzór kierowcy do naśladowania , odpalam fabryke mocy i łapie za miotłe .
Jako że w furaku już jest "stsunkowo ciepło " ( jak na malczana ) a furka pożądnie odśnieżona , nadszedł więc czas dać po zaworach i w drogę .
Mimo że kaszlak obuty w zimówki jest jak Tommy lee Jones w Ściganym , to i tak ni chu chu nawet nie pierdnie .
Spokojnie - jako że jest się posiadaczem takiej furki już jakiś czas to soposoby nie takie się zna .
Tak więc pełne ssanie i wsteczny bieg zapięty ,więc pora łapać za maskę i samemu się wyciągnąć - jakież było moje zdziwienie jak jeżdżątko nagle złapało przyczepność a ja na samym środku parkingu leże gębą w śniegu .
I tak oto malaczi pojechał zostawiając mnie na pastwę losu i dziadka mroza . :583:
A ile najwięcej maluchem przewieźliście osób? Ja 11 :) 1 os.-kierowca, 2 os.-siedzenie pasażera, 3 os.-tylne siedzenie+1 os. w poprzek leżąca pod dachem, 2 os.-na masce, 2 os.-na dachu. Dystans 10 km po mazurek o 3 w nocy. Do tej pory nie wiem jak malec z miejsca ruszył. Co najciekwasze blacharka nie była strasznie pokiereszowana. Maska w miarę, a dach po strzale z ręki od wewnątrz też wskoczył na swoje miejsce. Potem, nie wiedzieć dlaczego, powyżej 60 km/h nie trzymał kursu i woziło go od lewej do prawej.
damianko
26-01-2008, 16:11
ja wiozłem 14 osób escortem ale co najlepsze nie kombi i tylko jedna osoba siedziała w bagażniku :p
ja wiozłem 14 osób escortem ale co najlepsze nie kombi i tylko jedna osoba siedziała w bagażniku :p
Fakt można było kogoś do bagażnika w malcu wrzucić, ale to raczej niehumanitarne.:D
ośmiu w maluchu :p i wszyscy w środku
The_Saint
27-01-2008, 20:57
Na zlocie FSO do dużego fiata upchneliśmy 25 osób i co dziwne do poloneza tyż weszło 25 osób :D
zipek135
31-01-2008, 00:31
Kiedyś do włącznika od klimatyzacji (tej manualnej) wlutowałem żarówkę 1,2 W wszystko ok było, świeciło
bardzo mocno. Zadowolony poszedłem założyć o 11 w nocy. Przy zakładaniu całkiem go rozwaliłem do części pierwszych, aż blaszki powyginałem (nic nie widziałem). Całe 9 godzin go później składałem.Rano go wsadziłem na swoje miejsce okazało się, że lekko sie przycina ale wyrobił się. I tak jeździłem tydzień spokojnie, aż chcę wrzucić ciepłe nocą a tu lipa, przez tą żaróweczkę za dużą stopił się ten dół z kółkiem zębatym.
Tak sięgnę pamięcią wstecz...
Swojego czasu wracałem kiedyś corsą z urlopu z nad naszego morza. Godzina 3 w nocy, miasteczko z szeregiem skrzyżowań ze światłami, wszystkie migają na pomarańczowo. Jadę sobie drogą z pierwszeństwem, nudno, monotonnie, kolejne pomarańczowe migające światło, kolejne, kolejne, kol.... w mordę, przeleciałem na czerwonym.
Pojechałem sobie kiedyś w zimie na warszawskie cargo koło lotniska by poślizgać się na śniegu. Wszędzie biało, kupa śniegu, fajnie. Ślizgam się więc, latam na ręcznym i nagle BUM, a samochód sobie usiadł na jedną stronę. Wysiadam, patrzę a dywan śniegu przykrył fajny krawężnik, dzięki któremu moje tylne koło odchyliło się od pionu o jakieś 20 stopni.
Kiedyś, by wjechać do garażu musiałem otworzyć skrzydła bramy. Jako, że zawiasy chodziły lekko to dorobiłem haczyki, którymi blokowałem owe skrzydła by się nie bujały pod wpływem wiatru. Wracam kiedyś zmęczony do domu, garaż otworzyłem, bramę też ale jako, że nie chciało mi się latać wokół niej do tych haczyków to zostawiłem ją i poszedłem do samochodu by wjechać do garażu. Morał? rusz tyłek i poświęć 15 sekund życia by nie musieć kupować cholernie drogiego lusterka do camry.
Mając kiedyś Saaba 95 zostałem poproszony o zawiezienie do ślubu. Samochód musi być przystrojony tak więc zakupiłem zestaw "szofera do ślubu" i zabieram się za montaż. Upał niesamowity tak więc z obawy o lakier starałem się przyklejać paski z taśmą do innych elementów niż lakier, by nie zostały jakieś ślady - w związku z tym mały wieniec wylądował przymocowany do loga Saaba na masce silnika. Po fakcie ściągam te ozdoby a taśma klejąca schodzi wraz z logiem marki, gdyż logo okazało się naklejką. Kupić jej samej nie można, tylko z metalową podkładką.
Może to nie rekord pojemności malucha, ale wyobraźcie sobie: dwie kobiety z przodu, dwóch facetów (dużych) z tyłu, a między nimi dog niemiecki z d...ą na tylnej półce i łbem pod wstecznym lusterkiem. :D
simon_dd
31-01-2008, 21:43
No to teraz ja..
Pojechałem kiedyś z moją dziewczyną(teraz Żoną) maluszkiem do lasu na "spacer po łonie(natury oczywiście)":686:
Zacumowaliśmy nasz statek miłości niedaleko paśnika dla zwierzątek i..Temperatura rośnie,robi się coraz ciekawiej, zmieniamy pozycję (ja ze spodniami ma kostkach przechodzę na górę) i nagle.........:eek:
Przyjechał pan leśniczy żeby nakarmić zwierzęta..i patrzy na mój tyłek w szybie malucha!!!
Morał: Bardzo źle się jeździ po lesie ze spodniami na kostkach:wstyd: Moja Żonka do dziś śmieje się z tego..:721:
lysy78_03
31-01-2008, 22:22
kiedys postanowilem( choc nie musialem) wymienic lozysko w kolumnie mcpersona. po pracy pojechalem do znajomego do warsztatu. na drugi dzien mialem byc na weselu( cale szczescie nie na swoim) a jeszcze kawalek do przejechnia. skromne 700 km. jest juz 23 wiec zabieram sie robote. sciagam kolo, odkrecam kolumne - wszystko idzie jak nalezy. wyciskam prasa stare lozysko i zaczynam wciskac nowe, ale pomylilem klucze. ten byl o 1 mm za duzy,ale cisne. cos nie idzie, ale pewnie zaraz pojdzie, wiec cisne. patrze na manometr eeee 230 kg nacisku, wiec cisne. przestalem cisnac jak uchwyty od zacisku hamulcowego oparly sie o kolumne. a manometr pokazywal nie 230 kg tylko 23 tony. tak wiec nie zdarzylem na wesele a do tego musialem czekac do srody na nowa czesc.
sytuacja podobna do opissanej przez simon_dd
z dziewczyna teraz obecnie zona postanowilismy znalezc jakies ciche miejsce. no i w koncu znalezlismy. byla to taka slepa uliczka prowadzaca do nikad. musialem zawrocic, ale jak to powiada holek- ja mistrz kierownicy nie bede normalnie zawracal. wiec redukcja, strzal ze sprzegla i nawrot. cala przyjemnosc skonczyla sie na krawezniku z rozcieta opona , skrzywiona felga i urazonej dumie. aha zapomnialem dodac, ze byla to zima i bylo cholerrrrnie zimno. ale co mi tam ja mistrz kierownicy.
Hrabja Miły III
31-01-2008, 22:38
Ja w sumie nic specjalnego... za pamietnych czasów B3, kiedy byla w stanie doskonałym...
Za gowniarza, mieszkajac w bloku zawsze wyjezdzalem mamie na ulice z garazu. podjechalem nieco wczesniej wiec podjechalem pod lewy kraweznik (droga jednokierunkowa). Mama mi zadzwonila ze mam sie schowac na podjazd bo chwila minie zanim zejdzie... wiec ja gear R i krece w prawo... i slysze trzask prask przestraszony wyskakuje z wozu i... nie zauwazylem niskiego ogrodzenia metalowgo oddzielajacy trawnik od asfaltu i zdjąłem sobie zderzak :D wiec wyjazd jeszcze bardziej sie przedłużyła zeby zderzak wytrzymał, złozenie do kupy wymagało 47 wkrętów do regipsów... to co było pod ręką ;)
Może to nie rekord pojemności malucha, ale wyobraźcie sobie: dwie kobiety z przodu, dwóch facetów (dużych) z tyłu, a między nimi dog niemiecki z d...ą na tylnej półce i łbem pod wstecznym lusterkiem. :D
:rotfl: Ciekawie to musiało wyglądać rzeczywiście. Ciekawe jak Policja by zareagowała :)
damianko
01-02-2008, 18:48
Ciekawe jak Policja by zareagowała :)
50 zł za czyn niemoralny w miejscu publicznym ;)
50 zł za czyn niemoralny w miejscu publicznym ;)
za to wspomnienia ...bezcenne :D
robertgreenford
01-02-2008, 21:04
Kiedyś jak latałem jeszcze seicentem firmowym to w zime jak jechałem do pracy było dość ciepło i chlapa na drodze więc wycieraczki były w ruchu. Zostawiłem auto na parkingu i przesiadłem sie do dużego Mastera. Po powrocie z trasy chciałem nagrzać sobie autko żeby dojechać jakoś normalnie bez dzwonienia zębami do domu. Więc bez odśnierzania odpaliłem i zostawiłem na parkingu pod firmą. Poszedłem do środka żeby sie ogrzać. Po około 20 minutach moim oczom ukazał sie niesamowity widok. szyba przednia jak była zasypana tak była zasypan wycieraczki przymarznięte do szyby nawet nie drgnęły, a w samochodzie było czarno od dymu. spalil sie silnik od wycieraczek i dym szedł od instalacji która sie zwarła!!!! Całą droge do domu jechałem w czaoce i rękawiczkach i z otwartymi szybami żeby sie pozbyć tego swądu.
kwassolino
03-02-2008, 10:25
Hihi macie pomysły:D
Rok 94 pierwsza fura PF 125p smaruje prosto od poprzedniego właściciela polną drogą(brak prawka) no i kolega siedzący obok mówi że słyszy jakieś stuki w zawieszeniu(fiacior z rocznika 78:DDDD),no to ja chcąc sprawdzić gdzie leży przyczyna zaczynam wykonywać energiczne ruchy kierownicą...na efekty długo nie czekaliśmy...fiacior w kukurydzy z wyrwanym silnikiem i przednim zawieszeniem(pech chciał że wystawał z trawy ogromny kamień graniczny na polu:rotfl:).
Od tego czasu jak gdzieś coś mi zaczyna stukać jadę na szarpaki!!!
DJ.Tuning
03-02-2008, 10:42
To ja też coś od siebie dodam Moje pierwsze auto PF126p zachciało mi się szarży w czasie roztopów. Wypadam z pomiędzy domów a tu tylko jeden ślad kolein na drodze to rura gaz do dechy ustawiam się na koleiny, patrzę a z za górki wyłania się matiz cóż odbiłem na swoją stronę lekko po hamulcach i w tym momencie już byłem na ornym rozmokniętym polu 15 metrów od drogi, posadzony na podłodze. Nie myśląc wiele poszedłem szukać ciągnika. Zapiąłem linę do tylnej belki i zgadnijcie co się stało. Wyszło na to że nie tylko mnie nie wyciągną to wydarł mi belkę i zamiast wrócić do domu swoim autem to wróciłem na lawecie. Od tego czasu odechciało mi się świrowania na śliskich wiejskich drogach.
Bedąc jeszcze na studiach miałem "pomarańczowego trupa" czli malucha :). Jechaliśmy z żoną (wówczas jeszcze była to kawalerka) do mojej babci takimi polnymi drogami które znałem, po ciemku W pewnym momencie był taki odcinek gdzie po deszczu (a było po deszczu własnie) zawsze była taka wielka kałuża. Naturarnie mozna było ja objechac ale po co :). Więc mądry Robuś powiedział że będzie "camel trophy" i rozpędzając pojazd wpierdzielił się w tą kałużę a ponieważ była głęboka i na dodatek było sporo błota to w niej ugrzązł i został :). Kobieta w szpilach, eleganckiej kiecy a my w tym bagienku. No to poleciałem dalej sam do tej babci, wyciągnąłem konia ze stajni i dawaj z powrotem po malucha. Skończyło się na tym, że przyciągnąłem malucha na lince wraz z laską w środku koniem do babci, bo odpalić za chiny nie chciał...:p
Cos mi sie jeszcze przypomniało...kilka dni temu jak szedłem do banku widziałem gościa który na parkingu otworzył przednią klape od golfa po czym...zaczął sobie przyświecać zapalniczka bo było juz ciemno. Z wiadomych przyczym przyspieszyłem kroku...:p
Sobotnie popołudnie, wrzesień 2007:
Szukając przyczyny niedomagań skrzyni biegów (automat) postanowiłem posprawdzać wszystkie dostępne z zewnątrz czujniki. Jeden z nich jest zamontowany od tyłu skrzyni. Odkręciłem wymacaną palcami śrubę mocującą czujnik, ale nie dało się go wyciągnąć. Pomyślałem, że może trzeba go obrócić o 90st. i..... nastąpiło wyraźne chrrrup! Nieco wqrwiony szarpnąłem go mocniej - wyszedł. Okazało się, że owe chrrup to jedna z dwóch nóżek które przesuwają się podczas ruchu lewarka. Z uwagi na słaby dostęp do oględzin miejsca mocowania czujnika, celem ułatwienia sobie odnalezienia "amputowanej" nóżki, wymysliłem zastosowanie lustra. Najbliższe lustro - wewnętrzne. Jakoś je odpiąłem i faktycznie znalazłem ułamany element leżący na krawędzi obudowy skrzyni. Uufff, nie wpadła do środka. Zaknąłem maskę i zabrałem się już nieco spokojniejszy za montaż lusterka i.... chrrrup.2 - tym razem szyba przednia.
Efekt końcowy - czujnik poklejony, skrzynia nadal fiksuje, nowa szyba i 400PLN z kieszeni...
PS. Passat jest moim czwartym autem - w każdym musiałem wymieniać szybę przednią :)
lysy78_03
03-08-2008, 13:56
990 km bez hamulcow( tzn z jednym dzialajacym w 30%) ciezarowka 12 dmt volvo fl6.
990 km bez hamulcow( tzn z jednym dzialajacym w 30%) ciezarowka 12 dmt volvo fl6.
No to miałeś duuuuużo szczęścia że dojechałeś. Ale to musiała być wyczerpująca jazda.
Kiedyś w Mercedesie wymieniałem płyn chłodniczy.
Odpaliłem autko, zalałem nowym płynem i czekałem aż się otworzy termostat. Muszę przyznać, że byłem po paru pifkach. Kiedy tak sobie czekałem napatoczył się kolega z flaszencją no to poszliśmy do domu. Po skręceniu flaszki koleś udał się na chatę, a ja do łoża. Rano wstaję idę do samochodu a on sobie spokojnie pyka. Tak całą nockę.
Temperatura OK dolałem tylko trochę płynu i spokojnie zagrzanym autkiem pojechałem do roboty.
Paweł_Kg
03-08-2008, 19:19
1. Kolega raz mi opowiadał jak u niego na wsi łepki po 19 lat dorwali BMW (niewiem z którego roku dokładnie). Okres zimowy, auto zapakowane pięcioma osobnikami w dresach, "lans" przez wioche. Plac po dawnym składowisku węgla, dosyć rozległy teren więc... wypróbujemy co nasza maszynka potrafi:P Kilka bączków,kółeczek,zrywów itp...w oddali widać jak dzieci ulepiły bałwana ze śniegu :)) Oczywiście odrazu głupi pomysł- "fajnie jakby z tego bałwana nic nie zostało" ;] Tak więc jedynka-gaz,dwójka-gaz,trójka-gaz, do bałwana już tylko 10 metrów...5......3...2...1... BUM!!! Zgadnijcie co sie okazało:P Swoistym stelażem,ramą tego śniegowego bałwana okazał sie...... hydrant :o Nic sie nikomu nie stało ale jeśli chodzi o autko to nawet nie wnikałem;]
mirekm11
03-08-2008, 20:57
Właśnie, zima sie marzy przy takich upałach. Jadąc do teścia natrafiłem na kawałek zasypanej śniegiem drogi i objazd zrobiony polem przez kierowców. Jadę fordzikiem, a po drodze ogromne kretowisko, wyglądające na całkiem świeże. Ale to zima, błąd myślowy. Nie zastanawiając się, przejeżdżam przez nie. Efekt był taki jakbym najechał na duży kamień. Podskoczyłem i jak się okazało pózniej, pokiereszowało mi podwozie. Patrzę się w lusterko, a kretowisko dalej sterczy jakby nietknięte moim podwoziem. Okazało sie, że było nasiąknięte wodą i zamarznięte na kość. Do tej pory na słowo kretowisko reaguję z córką tak samo. Patrzymy na siebie i wybuchamy śmiechem.
no to ja wczoraj.... gorąco, jeszcze kacyk (pozdrawiam ekipę z chełma min. Majcina), to w samochód wymoczyć jajka w pobliskim jeziorze (40km od lublina - krasne), w domu założyłem krótkie spodenki w których miałem się kąpać, drugie na zmianę w plecaku... wchodze do wody do pasa, wkładam ręce do kieszeni, a tam kluczyki do paska z pilotem od alarmu. Szybko na brzeg jakby mnie woda poparzyła... Scyzoryk rozebrałem, a pilota nie dałem rady bo poskręcany na śrubkę. Po godzinie pływania z dusza na ramieniu dotarłem do paska, wyjmuję osprzęt potrzebny do otwarcia i uruchomienia paska... i doopa ani pilot od alarmu nie gada ani scyzoryk.... ręcznie kluczykiem tez nie dało rady go otworzyć bo chyba mam pordzewiałe i zastane zamki, pewno nigdy nie używane, telefon i dokumenty w samochodzie zamknięte. Więc poszedłem na ośrodek do portierni, tam kobita użyczyła mi telefonu... mamo powiedz ojcu albo bratu żeby mi przywieźli zapasowe klucze do samochodu nad jezioro krasne ja idę w stronę lublina... szedłem około 1,5h złapała mnie burzą na 10 min zanim przyjechali... przeszedłem jakieś 6km, a brat z ojcem przez pół drogi jechali 40-50km/h bo padał taki deszcz... zwinęli nas, podrzucili do samochodu i jazda do domu :)
a najlepsze było to że się nie wkurzaliśmy na mojego babola.... tylko śmiech cały czas... a jak zaczął deszcz padać to się mało ze śmiech nie poszczaliśmy....
pamiętajcie o kluczykach :)
pozdr
Oddalem swojego Passata do ASO Skoda do naprawy-to byla najdurniejsza rzecz, jaka zrobilem... Bo bez auta jestem juz w zasadzie dwa miesiace :( I dochodze do wniosku, ze zastepcza Octavia mimo, ze Laurin & Klement, w silniku 1.9 TDI 130PS, ze skora i pozostalymi bajerami chowa sie w porownaniu do Passata :D
Leszek304
29-08-2008, 23:00
No to się "pochwale" swoim wyczynem :D
To było pare lat temu za czasów posiadania jeszcze Fiata Tipo :p Wracając do domu postanowiłem zaoszczędzić trochę na paliwie. Krótko przed domem bujnałem trochę autkiem i przy ok. 80km/h postanowiłem zgasić silnik. Tak jak go zgasiłem tak zauważyłem że kierownica mi się zablokowała:D a że wjazd na podwórko poprzedza zakręt to reszta historii już wiadoma :D przeleciałem przez ogródek zatrzymując się na świeżo kwitnących krzewach malin :D
A moja najglupsza przygoda z ostatnich dwóch miesiecy, to brak paliwa. Przeliczyłem się i auto zgasło 300 metrów od CPN-u. Sa go nie dałbym rady zapchnąć z powodu warunków terenowych, wiec z buta 1500 metrów do domu po baniak i potem z buta na najbliższy CPN, czyli prawie 2 kilosy. Potem z karnistrem do auta, zalalem a tu.... DU.....a - nie pali. Zarżnałem AKU i nic innego nie pozostało, jak go próbowac powoli pchać po ulicy, to się ktos zlituje i pomoze. No i znalazł się koles, co mnie wziął na hol. Ciągał mnie po całym mieście - dobre 20 minut, aż spasowaliśmy i powiedziałem, zeby mnie pod blok zholował. Pod blokiem (po wypaleniu z ogólnego wkurw......ienia) 3 papierosów - coś mi się przypomniało. Sięgam "gdzieś" ręką, sprawdzam.....
nie przełączyłem "WŁĄCZNIKA" :wstyd: Wiec nie miał prawa zapalić.
nie przełączyłem "WŁĄCZNIKA" Wiec nie miał prawa zapalić.Miałem podobną sytuację w B3. Był zamontowany wyłącznik pompy paliwa żeby nie pracowała podczas jazdy na gazie. Myślałem że zabrakło benzynki, a bez niej nie zapali. Jakiś kolega przywiózł mi z cpnu trochę wahy, zaałem a tu ni hu-hu :/ Aku nie padło jeszcze ale już była wizja powrotu do domu na lince. Przy podczepianiu holu coś mnie tknęło - poleciałem włączyć pompę! Zapalił od razu :)
Czasem jesteśmy bezsilni na swoją "głupotę"
Miałem dokładnie taki sam problem z ukrytym wyłączaniem pompy paliwa. Zima pare lat temu była dość sroga. Rano wstaje, passat zaparkowany przed domem, bo akurat droge remontowali i nie bylo jak dojechać do garażu. Temperatura ok -15, wsiadam silnik ładnie zakręcił, ale tylko tyle.
Siedziałem tam dobry kwadrans przy nim zachodząc w głowe o co chodzi i nic nie wymyśliłem. Zawołałem ojca i przepchneliśmy kombiaka w inne miejsce, bo tam gdzie stal blokowałby przejazd koparce. Namęczyliśmy się jak idioci, bo to śnieg, zamarznięte koleiny, ale co było robić.
Dopiero po południu jak wróciłem do domu doszliśmy do tego, że pompa paliwa była odcięta ;D Passek zagadał od pierwszego razu, zupełnie bez problemu, śmiejąc się z mojej głupoty.
The_Saint
30-08-2008, 20:29
Z włącznikiem miałem też przygodę z malczakiem-pilowałem, piłowałem aż zajechałem aku. Akurat zajechała kumpela z mężem i mówię do niej wsiądź za kierownik a my cię pchniemy, może odpali. Wsiada, my do tyłu zabieramy się za pchanie a ona jeszcze: włącznika jakiegoś nie masz? No tak :rotfl:
A ja może nie z nowinek waszych technicznych - a z mojego lenistwa :p Miałem do garażu 100 metrów w Szczecinie ale nie chciało się dupy ruszyć i zostawiłem wtedy jeszcze Vectra B na parkingu osiedlowym. Rano się budzę ojeb..li wszystko co było możliwe z zewnątrz :D Kosztowało mnie te lenistwo prawie tauzena :D
Heh, wiekszość już chyba słyszała ;-) Chciałem wymienić żarówke w zapalniczce ;-) Ni hu hu nie miałem pojecia jak się do niej dostać, albo jak wydrzec zapalniczke... Wiec popatrzyłem do srodka i zobaczyłem takie blaszki, rowki, więc stwierdziłem, ze pewnie trzeba je poodginać... :crazy: Na szczęście poszedł tylko bezpiecznik i poleciało kilka iskierek ;-) A zorientowałem się dopiero ze coś jest nie halo, jak jechałem do pracy i nie chodziło mi radio i zegarek ;-) A wystarczyło tylko odkręcić cały plastik z zapalniczlą :D
gdzies w maju, na pomorzu zachodnim ;) droga przez pola. gładka jak stół asfaltówka, lecimy szczupakiem 110-120 :634:, pojawia sie znak "40" kumpel do mnie: "co za debil stawia na srodku pola ograniczenie" lekki łuk w lewo i... hopa... pierwszy raz w życiu leciałem samochodem :D 4 koła w powietrzu... co ciekawe szczupak jechał prosto po wylądowaniu, dopiero teraz okazalo sie ze z "niewyjasnionych" przyczyn pękła przegroda wzdłuz prawej podluznicy :(
http://img395.imageshack.us/img395/6757/dsc00170vt3.jpg
damianko
01-09-2008, 13:47
ja miałem bardzo podobne zdarzenie.
lece sobie paskiemn przez jakąś wieś za opatowem, środek pola, piękny nowy asfalcik, na liczniku okj 100, lekkie wzniesienie, jakies 20-30 metrów i zakręt 90 stopni. Troszke chamowania i lot jakieś 35 metrow w jakieś świerzo zaorane pole :) Na szczęście nawet nie doszedłem z auta do domu a już słyszałem jak w jedynym domu w okolicy odpala ciągnik :) Na szczęście pasek się tylko zabłocił :)
no damianko to ładnie, ja ostatnio tak na litwie leciałem z 70-80 w nocy i mi się droga skończyła, rozjazd na prawo i lewo i dwie polne drogi, po heblach trochę boków, prawo, lewo i jakoś wysterowałem :)
pozdr
damianko
02-09-2008, 10:47
ja nie próbowałem wchodzić w ten zakręt bo poleciałem sobie delikatnie w pole a jakbym próbował i się nie zmieścił to lądowałbym na drzewach. Szybko kalkulacja :)
i małe sprostowanie. Urwała się ta obejma która chyba ma za zadanie trzymać wydech jakby się urwał :)
no damianko to ładnie, ja ostatnio tak na litwie leciałem z 70-80 w nocy i mi się droga skończyła, rozjazd na prawo i lewo i dwie polne drogi, po heblach trochę boków, prawo, lewo i jakoś wysterowałem :)
pozdr
Skąd ja to znam. Godzina 22 późna jesień dwupasmówka okolice Kaliningradu. Gnam aby dojechać do znajomego 100 na liczniku i nagle na środku drogi wyrasta deska leżąca z jednej strony na ziemi a z drugiej podparta jakimś stojakiem i pomalowana w kolory mało odblaskowe po heblach. Zatrzymałem się tuż przed deską lekko ją trącając. Za deską moje światła rozświetliły dół wykopany koparką. Jak bym nie zahamował cały bus zmieściłby się w dole. :p
Witam. To i ja podzielę się swoją historią :) W tamtym roku pracowałem w delegacji i jeździłem nowiusieńkim Boxerem. W poszukiwaniu hotelu po całym dniu naprawdę ciężkiej pracy wywiało mnie gdzieś po za miasto i chciałem sobie zawrócić na drodze ( taka na 1 samochód ) i znalazłęm wjazd na pole no to mówię sobie cofne ... Tylko że sobie nie wycelowałem dobrze i wjechałem 1 tylnym kołem drugie po chwili zwisało w rowie takim ok. 1,5m samochód do tyłu zatrzymał się na drugim brzegu rowu ... Przednie koło w górze więc nie było szans żeby 1 zaskoczyło w dodatku na mokrej trawie ... Szczere pole godzina przed 2 w nocy .... W oddali domy wiec lece a tam jedynie maluch ... Ale miałem fart bo po dłuższej chwili przejeżdzał Żuk i miał fajną stalową linkę:) Samochód troszkę pościerany na klapie i tłumnik przygięty bo na nim zawisłem ale wszystko fajnie się skończyło :) Tylko szef nie był zadowolony że coś sie na parkingu stało z tyłem ;)
Poprzedniej zimy podjechałem do kumpla.Nie było gdzie zaparkować to zostawiłem golfa na parkingu 500m dalej.Po dwóch godzinach wychodzę a że byłem w samej bluzie :634:(-15) to myślę pobiegnę byle szybko na skróty do parkingu przez trawnik(śnieg powyżej kostek i kluczyki w łapie):cool: i gdy juz byłem prawie przy aucie wpadłem w poślizg i łup na ziemię.Podnoszę się , otrzepuję i szukam kluczyków po kieszeniach - ładny ch.j leżą w śniegu:eek:.30 minut szukania i nic.Cóż 2 kiloski do domku po zapasowe i w całym zamieszaniu zapominam kurtki.2 km spowrotem i myślę sobie że podjadę po nie w czasie roztopów(ale to szybko wybijam sobie z głowy bo z moim upartym charakterem nie przespałbym żadnej nocy).Dochodzę, wsiadam odpalam i mam przywiozę sobie grabki;) . I po raz kolejny wychodząc nie biore kurtki choć już taki zmarznięty jestem na kość:mad:.No i zaczynam grabić k.rwa w grudniu śnieg a przechodnie spoglądają z politowaniem (zastanawiam się co oni o mnie wtedy myśleli:609:) i po ładnych kilkunastu minutach :dzwon:udało się.W tym samym momencie gdy emocje zaczęły opadać poczułem jak jest mi na prawdę zimno:552:
Paskiem, nie miałem jeszcze żadnych przygód, ale poprzednim autkiem, a był nim Nissan Sunny N14 trochę było:
Jako dobry kolega, podszkalałem znajomych robiących kurs prawa jazdy, na placu, trochę po wiejskich drogach, była końcówka listopada, ale w miarę ciepło, godzina dwudziesta, ciemno jak w d…, jedziemy z kursantem między polami, coś tam gadamy, i *** skręcaj Pole !, tylko przód, dwa metry ale było już za późno, ugrzęźliśmy na amen, samochód wisi kółka się kręcą, było po deszczu, ślisko i do tego gliniaste podłoże, wysiadam *** orła, próbuję wstać drugiego, cały umazany w błocie. Ciemno wszędzie, zimno i do domu daleko, w dali jakiś kilometr widać zabudowania, idziemy po pomoc, ciągnik, chociażby łopatę.
Pierwszy dom (drewniana rudera), zero odzewu, drugi dom (drewniana rudera), wychodzi kobieta z małą dziewczynką, mówię jak sytuacja, a ona wydaje jakieś dziwne głosy i gestykuluje, za chwile wychodzi facet i jakiś młody chłopak, kompletnie zalani, bełkoczą coś że trudno zrozumieć, dziękujemy i szukamy dalej, trzeci dom (murowana rudera) wychodzi facet w rzeźnickim fartuchu i z tasakiem w dłoni, oczywiście umazany w krwi, spoglądając na nas spod łba: ‘nie mam ciągnika, nie mam samochodu, nie mam łopaty’.
Może nie opisałem tego zbyt obrazowo, ale ja wtedy byłem przerażony, czułem się dziwnie jakobyś, coś za chwilę miało by nas zaatakować, Droga bez powrotu lub Wzgórza mają oczy.
Byłem tam za dnia, jak jest widno, zupełnie inne miejsce.
Co do auta, po kilku telefonach, za dwie godziny podjechał znajomy, Astrą, zero przyczepności, ślizgał się po gliniastej drodze jak po lodzie, błoto tak fajnie wyrzucało że obydwa samochody w błocie i wszyscy stojący obok też, trzeba było się inaczej za to wziąć, podlewarowałem Sunnego, i łopatami usunęliśmy to na czym leżał, a następnie zebraliśmy okoliczne kamienie i ułożyliśmy pod kołami, po czym wepchnęliśmy Nissana z powrotem na drogę, i to byłby już koniec, gdyby nie padł akumulator.
Wakacje lato 2006 lipiec, Zakopane, jedziemy na Słowację, moja siostra która kilka razy była w zakopcu jest moim pilotem, o tu tędy jedź, przez Kuźnice :p do przejścia granicznego Łysa Polana, jedziemy coś nie tak, zaczyna się pusto robić, same dorożki i busy tylko, na końcu okazuje się kolejka na Kasprowy ( ja byłem pierwszy raz w Zakopcu), i zakręcamy, zakaz skrętu w lewo (*** ustawiony) więc zawracamy z powrotem, a Ci z busów trąbią na mnie, coś z tych dorożek drą się górale, następnego dnia idziemy na samym początku ZAKAZ WJAZDU, nie dotyczy mieszkańców, busów itd., końcówka - pętla droga jedno kierunkowa, a ja w połowie zawróciłem i pod prąd.
było lato (jakieś dwa lata temu ;)), ja ze złamaną nogą jadę jako pasażer z ojcem (fiacikiem) na uczelnie do Katowic DTŚ-ką :) Załatwiłem co trzeba i wracamy. Oczywiście DTŚ, na liczniku coś pona 150 km/h. Na wysokości Silesii doganiamy Forda Escorta. Usuwa się nam, ojciec dociska gazu a przed nami pojawia się Ciquecento na awaryjnych. Stało na LEWYM pasie!! Oczywiście od razu hamowanie, pisk i siwy dym za nami. Udało nam się uciec na prawy pas (gościu w Fordzie pomyślał i uciekł jak najdalej w prawo). Patrzę do tyłu a za mną inni hamują :D Dużo szczęścia bo mogło być nieciekawie. A właścielowi tego Fiata powinni postawić POMNIK GŁUPOTY przed blokiem z jego wizerunkiem.
Ja miałem kolego podobną sytuację przy 120 km/h auto z mojego pasa uciekło i zostałem sam na sam z fiatem kombi 125p(brak trójkąta tylko awaryjne).Oczywiście gdybym trzymał odpowiednia odległość to by się nic nie stało a tak golf do kasacji i niestety nie miałem tyle szczęścia co Wy.Najważniejsze że mi i kumplowi nic się nie stało bo uderzenie było galante coś około 100-110km/h bo ledwie pedał hamulca "przetarłem".Było to jakieś 5 lat temu i od tamtej pory sposób mojej jazdy zmienił się diametralnie - człowiek popełnia błędy lecz nie zawsze się na nich uczy.Mam nadzieję że ja idę w tą dobrą stronę.pozdrawiam wszystkich
słoneczny majowy dzień roku pańskiego 2007... ja i moja Skoda 105... pojechaliśmy sobie na świeżo wybrukowany parking <kostkę brukową posypują piaskiem;D >, a że te auto ma tylni napęd i silnik z tyłu, co daje leciutki przód... to KruK chcąc się poślizgać wypadł przodem z rytmu i wpadł w hołde piasku;D do domu wróciłem bez zderzaka i z podkładem kolejowym w bagażniku z przodu, by autko dociążyć;P
damianko
29-09-2008, 18:45
może nie do końca przygoda z autem ale troszke też.
Jak kupiłem paska nie było w nim radia, kasy mniej niż zero i wygrzebałem jakiegoś blaupunkta z garażu. Kaseciak bo kasecia ale grał. I teraz zagadka: kaseta adapeter jakoś marna, transmiter - jakoś bardzo marna, a że miałem akurat discmana z wyjściem niskonapięcowym to pomyślałem że wepne się w radiu w wyjście przedwzmacniacza... cała operacje żeby grało trwała jakieś 4 h i wreszcie cieszyłem się muzyką w aucie.
po 3 tygodniach zauważyłem że radio ma wejście "CD in" na froncie panela.
po 3 tygodniach zauważyłem że radio ma wejście "CD in" na froncie panela.
a widzisz nie doceniłeś marki...;)
Odpalałem samochód z padniętym akumulatorem i zamieniłem +/-. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to ze korzystałem z takiego mocnego prostownika do odpalania produkcji CCCP. Mial 2 przewody zakończone klemami.. czerwony i siwy.. Dalem czerwony na + a siwy na -, oczywiście okazało się ze napięcia były w tym urządzeniu odwrotnie ;) Efekt: spalony regulator napięcia alternatora, i bezpiecznik ABS.. wyglądało to groźnie bo na desce miałem ładna choinkę, ale jakoś doszedłem do ładu. Po miesiącu musialem jeszcze wymienić akumulator...
też mam konkretny prostownik produkcji radzieckiej:
czerwony kabel "-"
czarny kabel "+"
Podpinając na logike to rzeczywiście można się machnąć
Ciekawe jest to ze z tego ruskiego prostownika szedł dym ze aż się wystraszyłem.. ale w sumie później nic mu nie było i chodzi do dziś.... :rolleyes:
Ostanio wpadłem na cudowny pomysł przemycia przedniej szyby. Korzystająć ze szmatki stwierdziłem że potrzebuje ona nawilżenia. Pod ręką była tylko woda smakowa - nie polecam :)
nie nie, za duży obciach :hyhy: - powiem jedno - nigdy nie cofajcie kilku metrów, by "przesunąć" odrobinę autko z: jedną nogą wewnątrz auta na sprzęgle (prawą) a drugą na zewnątrz auta i otwartymi drzwiami i z ręką na ręcznym by zatrzymać ruchome autko na półsprzęgle :wstyd:
Efekty nie do pozazdroszczenia.
Hehehehe, ja to samo, tylko ze do przodu na parkingu strzezonym, nic sie nie stalo bo uratowal mnie sprawnie dzialajacy hamulec reczny:D Tez nie polecam
moje krotkie historie :D
vw polo:
- zahaczylem o brame w garazu a dokladnie o wystajacy uchwyt u dolu bramy (ten ktory "wbija" sie w posadzke - uszkodzona dokladka zderzaka tylnego, mala szkoda
- ta sama dokladka pognieciona przez wystajaca opone z ziemi przy drodze
- kiedys zawialo i uderzyla mi brama w drzwi kierowcy i prawie dziury nie zrobila tym elementem z pierwszego punktu ;p
passat: kiedys bylem zatankowac w garazu, przyjezdzam pod blok i bum bum bum kula mi sie po dachu ko0rek wlewu paliwa :P gdzies go tam znalazlem na ulicy, daleko nie lezal :) biore go ide zakrecic patrze - o.... lejek we wlewie!! hehe..... w polo kiedys tak zgubilem nakretke :)
damianko
20-10-2008, 22:24
rok temu pracowałem z kolegą na sezon jako inspektorzy terenowi w ARiMR i biegaliśmy z GPS'em po polach i je mierzyliśmy. I był tam taki myk:
Jedziemy gdzieś polną drogą z rolnikiem na jakąś łąkę na końcu świata, dojeżdżamy do skrzyżowania dwóch typowo polnych dróg po których jeździły tylko traktory, kierowca się wtedy zatrzymywał i pytał: "jak z prawej" i każdy jak jeden się nabierał i spoglądając mówił "wolne"...
może nie do końca na temat ale już po kilku piwach jestem ;)
Kiedyś podjeżdżamy z kumplem jego espero pod blok i myk brakło ze 40 metrów i wacha sie skończyła. No to wyłazimy z auta, koleś bierze z bagaznika kanisterek i obciętą butelke po mineralnej daje mi do łapy, mówi "trzymaj".
No to ja przystawiam ją do wlewu z kipem w zębach i mówie "polewaj" hehehehe wziął mnie wyśmiał - i wcale sie nie dziwie :D
Trzymam, koleś zaczyna lać, a tu wacha sie zebrała po samą górę butelki, "co jest? zapchane?" Ależ nie! Z butelki trzabyło jeszcze nakrętke odkręcić :rolleyes: No ale.....ciemno było......
ja tak z kumplem pchalem jego vectre 10 km do domu okazalo sie ze immobilajzer wypadl tzn bawil sie kluczkiem i wypadlo cos to rzucil do popielniczki i dawaj jedziemy a samochod od razu gasl dojechalismy znaczy dopchalismy auto do domu wzial drugi komplet kluczy auto pali od dotyku a najlepsze jest to ze nie wiedzielismy ze to immo i zamiast pojsc do domu po komplet kluczy czy nawet wyciagnac kostke z zapalniczki to bylismy pewni ze auto sie zepsulo
- zahaczylem o brame w garazu a dokladnie o wystajacy uchwyt u dolu bramy (ten ktory "wbija" sie w posadzke - uszkodzona dokladka zderzaka tylnego, mala szkoda
- ta sama dokladka pognieciona przez wystajaca opone z ziemi przy drodze
- kiedys zawialo i uderzyla mi brama w drzwi kierowcy i prawie dziury nie zrobila tym elementem z pierwszego punktu
Wywaliłbym już bramę :D
Kiedyś podjeżdżamy z kumplem jego espero pod blok i myk brakło ze 40 metrów i wacha sie skończyła. No to wyłazimy z auta, koleś bierze z bagaznika kanisterek i obciętą butelke po mineralnej daje mi do łapy, mówi "trzymaj".
No to ja przystawiam ją do wlewu z kipem w zębach i mówie "polewaj" hehehehe wziął mnie wyśmiał - i wcale sie nie dziwie :D
Trzymam, koleś zaczyna lać, a tu wacha sie zebrała po samą górę butelki, "co jest? zapchane?" Ależ nie! Z butelki trzabyło jeszcze nakrętke odkręcić :rolleyes: No ale.....ciemno było......
Pala sie opary a nie benzyna, kumpel kiedys pokazal mi jak to jest, podjechal swoja Jawa, otworzyl bak z benzyna, odczekal i wrzucil tam fajke - zgaslo. Mowi mi ze zawsze tak jest i ze to nie film amerykanski zeby zaraz wybuchalo. Tak sie z tym faktem obnosil ze na kolejnej przerwie miedzy wykladami zaprowadzilismy grupke ludzi do slawnej Jawy, otwiera wlew (odczekal az opary wyleca) i wrzucil fajke, no i BUUUUUUCH:D
Jedna nauka z tej glupoty kolegi, faktycznie, nie wybucha jak w amerykanskich filmach tylko bucha jezor ognia, koledze opalily sie wlosy ale ogolnie nic mu sie nie stalo:]
Tak sie z tym faktem obnosil ze na kolejnej przerwie miedzy wykladami zaprowadzilismy grupke ludzi do slawnej Jawy, otwiera wlew (odczekal az opary wyleca) i wrzucil fajke, no i BUUUUUUCH
buhahaha
Ja jeszcze jako właściciel pf 125 p, jadąc koło 3 w nocy w szczerym polu widze chłopaczka rozpaczliwie machającego łapkami. Krótkie pytanko co się stało i okazało się, ze zawiesił autko na wyjeździe z polnej drogi, na takim mostku betonowym koło mu spadło. Jako że jechalem jeszcze z kolegą doszliśmy do wniosku, ze oni w dwójke będą podnosić przód a ja zapnę się o jego tylni hak i wytargamy go na drogę.
Efekt taki, ze co prawda się udało ale musiałem jeszcze uciekać dobre 50 metrów w pole, przed autem bez kierowcy goniącym mnie na luzie tyłem :D
To ja też dołączę się do tych wiadomości.
1. przygoda
Moja żona szczęśliwa posiadaczka seicenta po umyciu auta chciała jeszcze umyć szyby, ale chciała to już zrobić w garażu. Zawsze auto było parkowane w garażu (w domu jednorodzinnym) przodem, ale coś się jej pomyślało, że lepiej będzie jak wjedzie sobie tyłem. No i wjechał sobie mój żon, ale zapomniała że na ścianie jest zamontowany kran. Jak wjeżdżała zawsze przodem to jej to nigdy nie przeszkadzało, ale wjeżdżając tyłem kran wlazł w szybę i tym sposobem doprowadziła instalację wodną do swego auta. Oj jakie było jej zdziwienie jak zobaczyła kran nad tylną półka.
2 przygoda
To samo auto uważam że ma pechową klapę :)
Auto wzięła moja teściowa przed chrzcinami naszego synka, pojechała do kościoła do spowiedzi, miała wrócić zostać z dzieckiem i my mieliśmy jechać, mijają dobre 2 godzimy a teściówki ani widu ani słychu. Nagle dzwoni telefon i słysze głos teściowej 'zięciu przyjedz miałam wypadek". No to dobry zieć :D odpala paska i jedzie na ratunek, po przybyciu z odsieczą okazuje sie ze szyba w seicento rozbita, klapa pozagiana, zderzak pękniety, 2 karetki na miejscu i 2 radiowozy. Po rozmowie z tesciową okazało sie ze jachała jak poświęcona ( chyba wpływ spowiedzi); brdzo wolno, a ze było delikatnie z górki najechał na jej tył rowerzysta bez hamulców, ale wagi i postury młodego hipopotama. Od tej pory wszyscy sie śmiejemy, że moja teściowa,dostała jako pierwsza w Polsce mandat za wolną jazdę.:D
marek664
05-11-2008, 22:30
To: :(
http://images26.fotosik.pl/292/bec24cd0fddd9f5c.jpg (www.fotosik.pl)
A szczególy tu (http://forum.vw-passat.pl/showthread.php?t=18815&page=3)
ja tez mam "fajna" historie. Mialem jeszcze GOLFA III, pewnego razu kupiłem sobie nowe wycieraczki, pogoda była taka sobie, zanosiło sie na deszcz więc postanowilem je wymienic na szybko po sklepem, najpierw fajnie wyjąłem stare, zabieram sie za zakladanie nowych i przypadkiem zachaczylem łokciem o ramie wycieraczki które uderzyło w szybe..... reszty juz nie musze pisac :P, 500zł w du....
ta...w ibizie kupilem blokade kierownicy i wydawlo mi sie ze po opuszczeniu kiery na maxa w dol ta blokada jednak przejdzie wiec nic nie daje...juz bylem blisko...szyba kosztowala 500zl:(
Ja jak jeszcze jeździłem vectrą to pewnego razu zauważyłem, że nie gaśnie mi lampka oświetlenia wnętrza pojazdu. Zawsze po zamknięciu drzwi lampka po chwili mi się ściemniała i w końcu gasła - teraz nie. Zaczęłem kombinować w przekaźnikach bo myślałem, że może nie łączy jakiś, który odpowiada za czasowe wyłączanie oświetlenia. Nic to nie dało. Bałem się, że rozładuje mi się aku a więc zdemontowałem lampkę i odłączyłem żarówkę. Na drugi dzień pojechałem do warsztatu. Nie mieli akurat czasu i kazali przyjechać jutro. Na drugi dzień pojechałem znowu. Znowu mnie odesłali na następny dzień. Pojechałem więc do innego. To samo - brak czasu. Pojechałem do następnego. To samo. Myślę nic nie poradzę a więc pojadę jutro do pierwszego. Na drugi dzień jeszcze raz sprawdzam - podłączyłem żarówkę, zamykam drzwi - nic pali się i nie gaśnie. Wtedy olśnienie. Patrzę mam wyciągnięty do siebie włącznik zapalania świateł, którym włącza się też oświetlenie wnętrza. Wcisnąłem go i zamknąłem drzwi - wszystko działa. Pomroczność jasna a może ciemna. Straciłem kupę czasu. Dobrze, że warsztaty nie miały czasu - jaki wstyd.
Kiedy indziej
Pojechałem do miasta samochodem (jeszcze vectą) na zakupy i tak od sklepu do sklepu aż w końcu że byłem blisko już domu to z zakupami przyszedłem do domu a o samochodzie zapomniałem. Potem przez kilka dni jeździłem busem, który parkowany był przed blokiem. Po kilku dniach bedąc busem w mieście z bracholem zatrzymałem się na ulicy i mu pokazuję - patrz taki jak mój tylko nie ma tylnej lampy. On mówi chyba mu za......li. Pojechaliśmy dalej. Na drugi dzien idę do garażu, otwieram a tu szok - za.....li. Już miałem dzwonić na policję, ale coś mie tknęło. Zapiredzielam do miasta patrzę stoi (bez lampy) - to mój. Wracając do domu mijałem znajomych - ciekawe co pomyśleli widząc moją minę - śmiechu nie mogłem powstrzymać jeszcze długo, nawet nie zdenerwował mnie fakt ukradzenia lampy. Na drugi dzień śmiał się brachol.
To wszystko to nic.
Ten sam brat jak sprzedawał swój samochód (miał go dwa lata) to na jeździe próbnej z klijentem dowiedział się, że w jego samochodzie jest pięć biegów. Zawsze myślał, że ma cztery. Jak się zoriętował to zamiast siedzieć cicho to aż krzyknął o k....wa on ma piątkę. Przestraszył tym klijenta, który się wycofał stwierdzając "jak tak to pewnie silnik zajechany".
rafalzki
16-11-2008, 23:07
mam honde crx, stoi w garażu, super lakier itp, przechodziłem koło samochodu i potrąciłem belkę drewnianą taką 20cm/20cm i 1,5m długa, było po błotniku, dobrze, że maska była podniesiona, a tak się staram żeby go nie porysować i po marketach nie jeżdże :p
Ja przy wymianie pióra wycieraczki, postawiłem w pionie metalowe ramie i wziełem sie za wymiane pióra. Wyczepiwszy owe pióro ucieszony siegam po nowe i nagle Huk !!! podnosze wzrok i mało sie nie rozpłakałem szyba poszła sie je... !!! Włożyłem stare pióro walnołem w nie kilk razy "kamykiem" i za telefon do ubezpieczalni, że szybe straciłem przez kamień.Na szczescie w Irlandzkim ubezpieczeniu opcją jest jedna szyba na rok za free. Ufff nawet koleś przyjechał do mnie do domu wymienić ją w Niedziele !!!
Rohan_666
17-11-2008, 17:58
To wszystko to nic.
Ten sam brat jak sprzedawał swój samochód (miał go dwa lata) to na jeździe próbnej z klijentem dowiedział się, że w jego samochodzie jest pięć biegów. Zawsze myślał, że ma cztery. Jak się zoriętował to zamiast siedzieć cicho to aż krzyknął o k....wa on ma piątkę. Przestraszył tym klijenta, który się wycofał stwierdzając "jak tak to pewnie silnik zajechany".
"Złota czcionka" ode mnie :D:D:D
teraz pozostało tylko.. oczyścić LCD z rozpylonej na niego kawy :D
zielonysmok
18-11-2008, 13:53
To ja też się pochwalę....
Paska kupowałem zimą. Pooglądałem, pokaprysiłem, na temat opon rozmowa była mniej więcej "a opony masz jak widzisz". Faktycznie widziałem 4 continentale EP - wszystkie takie same, bieżnik jeszcze był, więc ok. Tylko po zakupie coś marnie się jeździło po śniegu - jakoś często abs działał. Ponieważ to mój 1 samochód z abs to myślałem że tak ma być...
Przyszła wiosna - czas na zmianę opon. Pojechałem do zaprzyjaźnionego warsztatu, obgadałem, że chciałbym opony na lato i jeszcze coby mi założyli... Wszystko fajnie, zostawiłem paska, wieczorem miał być z nowymi nie śmiganymi oponkami...
Wróciłem do domq i zadowolony z siebie piję sobie kawkę, a tu dosłownie po 15 min przyjeżdża właściciel serwisu i mówi "wiesz, ale ty masz letnie opony - to co mamy zrobić".....
Jak w następnym sezonie zimowym pojechałem po zimowe, to bez słowa obejrzeli co mam założone... A przy każdej zmianie opon jak mówię, że "ja na zmianę opon przyjechałem" to słychać śmiech... A ja śmieję się najgłośniej...
Pozdrawiam
Andrzej
"Kilka" postów wcześniej wspominałem już o swojej przygodzie ze Skodą 105L:)
ale teraz robiąc porządek na kompie znalazłem filmik z szaleństw tym wozidłem.
Było to pewnego marcowego dnia roku pańskiego 2007 na boisku mojego ówczesnego LO (1LO Bytom, zapewne znane Bomblowi i rainmanowi:p). Właśnie je zauploadowałem na youtuba i oto ono:D
http://pl.youtube.com/watch?v=lIbKQlLzqS0:634: (http://pl.youtube.com/watch?v=lIbKQlLzqS0:634:) było nas w niej 8 osób, a te dźwiękowe efekty to w ramach cenzury wstawiłem:6:57: auto wytrzymało tylko kilka tygodni i służyło jako Fun-Car "Lymuzyna":621: ogólnie to się potem silnik zatarł:622:
pawelfre
06-12-2008, 19:10
Najtrudniejsza rzecz jaką zrobiliście ze "swoim" autem???
Raczej to :p .... chociaż chyba to bylo jednak najłatwiejsze.
Najtrudniejsza rzecz jaką zrobiliście ze "swoim" autem???
Akurat chodziło o najDURNIEJSZĄ :)
pawelfre
07-12-2008, 16:43
Akurat chodziło o najDURNIEJSZĄ :)
To właściwie też się zgadza :D
Hehe, tez z chlopakami taka skode zarzynalismy, 105 S (S - standard, L-lux, S od L roznily sie rozkladanymi siedzeniami, heheheheh, to dopiero byl bajer). Moj dziadek mial 105L i uczylem sie na niej jezdzic majac 12 lat:D Pamietam jak dziadzio sprzedawal:
Jechalismy na jazde probna z Panem ktory mial kupic, no i tak gadajac zapomnieli wylaczyc ssania, jadac tak 80km/h na sygnal mojego Dziadka "Sprobuj Pan jakiego ma kopa, gazu, gazu" Pan odpowiedzial ze "gazu juz nie ma", caly czas trzymal na maxa wcisniety, dopiero po wylaczeniu ssania poczciwa Skodzina pojechala oszalamiajace 110 km/h:634:
Potem dziadzio mial juz Golfa II, ale przygody z Golfem opowiem w innym "odcinku":)
Kilka lat temu mając B3 92r pojechałem do kumpla-mechanika zmieniać amorki i sprężyny.Zajechałem wieczorem, on jeszcze kończył jakąś robotę, za zmianę zawieszenia zabraliśmy się koło 1 w nocy.Po 2h roboty założyliśmy koła,wkręciliśmy śruby,samochód opuszczony z podnośnika i wyjazd z warsztatu.Przed wymianą pasek dostawał drgań w tyle przy 100-120km/h.Kumpel obstawiał wywalony amortyzator, więc po wymianie pojechałem jeszcze na główniejszą i dłuższą ulicę sprawdzić czy usterka zniknęła.Przejechałem 120km/h w jedną, w drugą stronę i faktycznie pomogło.Na drugi dzień pojechałem gdzieś rano do centrum.Trochę pojeździłem a nagle czuję jakieś bujanie autem.Dojechałem do większego skrzyżowania,stoję na lewym pasie na czerwonym świetle i raptem olśnienie: śruby nie były dokręcone:/Zapala się zielone światło,to pomyślałem że lepiej będzie zjechać tuż za światłami na przystanek autobusowy i dokręcić te koła, bo głupio tak na środku skrzyżowania włączać awaryjne i biegać z kluczem do kół dookoła samochodu;) Prawie się udało.Bo jak tylko zacząłem zjeżdżać na prawy pas,tylne lewe koło pojechało starym torem a ja w przekrzywionym samochodzie,na tarczy hamulcowej zamiast koła zjechałem na ten przystanek. Czerwony prawie jak burak siedzę w aucie i patrze, a koło powoli turla się dalej.A że było z górki,opona dosyć szeroka to ani chwili nie miała zamiaru się wywrócić tylko cały czas turlała się w dół nabierając prędkości.Więc zostawiłem samochód i zacząłem ją gonić.Ludzie patrzą zdziwieni czyje to koło,jadą samochody, mijają je. Jak za nim biegłem jakaś kobieta w szoku pyta mnie: To pańskie koło?? A ja że Tak! Koło przeturlało się jakieś 150m i za kolejne 10m wylądowało by na środku ruchliwego skrzyżowania. Dopiero jakiś rozsądny kierowca,przez otworzoną szybę wywrócił to koło,dodatkowo zaoferował się że podwiezie mi je bym nie musiał go turlać z powrotem;)Na szczęście udało mi się znaleźć wszystkie śruby,tarcza nie ucierpiała,jedynie klucz do kół-pękł przy dokręcaniu tych śrub-chyba przesadziłem z siłą;) Ale teraz koła dokręcam nawet po wizycie w wulkanizacji;) Z drugiej strony do dziś się cieszę że koło mnie wyprzedziło przy znikomej prędkości a nie np przy 100Km/h.
Kilka lat temu mając B3 92r pojechałem do kumpla-mechanika zmieniać amorki i sprężyny.Zajechałem wieczorem, on jeszcze kończył jakąś robotę, za zmianę zawieszenia zabraliśmy się koło 1 w nocy.Po 2h roboty założyliśmy koła,wkręciliśmy śruby,samochód opuszczony z podnośnika i wyjazd z warsztatu.Przed wymianą pasek dostawał drgań w tyle przy 100-120km/h.Kumpel obstawiał wywalony amortyzator, więc po wymianie pojechałem jeszcze na główniejszą i dłuższą ulicę sprawdzić czy usterka zniknęła.Przejechałem 120km/h w jedną, w drugą stronę i faktycznie pomogło.Na drugi dzień pojechałem gdzieś rano do centrum.Trochę pojeździłem a nagle czuję jakieś bujanie autem.Dojechałem do większego skrzyżowania,stoję na lewym pasie na czerwonym świetle i raptem olśnienie: śruby nie były dokręcone:/Zapala się zielone światło,to pomyślałem że lepiej będzie zjechać tuż za światłami na przystanek autobusowy i dokręcić te koła, bo głupio tak na środku skrzyżowania włączać awaryjne i biegać z kluczem do kół dookoła samochodu;) Prawie się udało.Bo jak tylko zacząłem zjeżdżać na prawy pas,tylne lewe koło pojechało starym torem a ja w przekrzywionym samochodzie,na tarczy hamulcowej zamiast koła zjechałem na ten przystanek. Czerwony prawie jak burak siedzę w aucie i patrze, a koło powoli turla się dalej.A że było z górki,opona dosyć szeroka to ani chwili nie miała zamiaru się wywrócić tylko cały czas turlała się w dół nabierając prędkości.Więc zostawiłem samochód i zacząłem ją gonić.Ludzie patrzą zdziwieni czyje to koło,jadą samochody, mijają je. Jak za nim biegłem jakaś kobieta w szoku pyta mnie: To pańskie koło?? A ja że Tak! Koło przeturlało się jakieś 150m i za kolejne 10m wylądowało by na środku ruchliwego skrzyżowania. Dopiero jakiś rozsądny kierowca,przez otworzoną szybę wywrócił to koło,dodatkowo zaoferował się że podwiezie mi je bym nie musiał go turlać z powrotem;)Na szczęście udało mi się znaleźć wszystkie śruby,tarcza nie ucierpiała,jedynie klucz do kół-pękł przy dokręcaniu tych śrub-chyba przesadziłem z siłą;) Ale teraz koła dokręcam nawet po wizycie w wulkanizacji;) Z drugiej strony do dziś się cieszę że koło mnie wyprzedziło przy znikomej prędkości a nie np przy 100Km/h.
:D wyobrazilem sobie kogos biegnacego za kolem ktore spieprza z gorki:):D monty python i beny hill to po prostu pikus:D powinno byc w dziale humor:D
cube2606
08-12-2008, 19:17
Byłem kiedyś Omega 2,5 TDI Automat w Lublinie, środek zimy. Pizgało strasznie. Padła elektryka, tzn skrzynia nie przełanczała biegów, ogrzewanie nie działało i nadmuchy też:mad: Przyjechałem na 3 biegu z otwartymi szybami żeby nie parowało az do Rybnika (śląsk). Na drugi dzień w warsztacie rozkreciliśmy cała deske rozdzielcza (co nie było łatwe) w poszukiwaniach usterki. Po 2 dniach ciagłego szukania awari olsnił mnie mój 15l wówczas kuzyn pokazujac mi 2 spalone bezpieczniki w skrzynce które znalazł do "szczału", przypomne ze skrzynke bezpieczników sprawdzalem z 5 razy :636:
bochaczyk
08-12-2008, 19:55
A że było z górki,opona dosyć szeroka to ani chwili nie miała zamiaru się wywrócić tylko cały czas turlała się w dół nabierając prędkości.
http://www.metacafe.com/watch/105575/bad_surprise_while_refueling/
Może to była ta?:D
Z drugiej strony do dziś się cieszę że koło mnie wyprzedziło przy znikomej prędkości a nie np przy 100Km/h.
Przypomniała mi się sytuacja kiedy jechaliśmy na wczasy samochodem z ojca zakładu. Był to żuk i dlatego nie rozwijał zawrotnych prędkości. Ale pamiętam słowa kierowcy - O zobaczcie ktoś koło zgubił - Ale niestety to było nasze, koła szukaliśmy w zbożu około godziny. A potem musieli mężczyźni kombinować jak podnieść auto bez lewarka.
Bombel779
08-12-2008, 20:37
1LO Bytom, zapewne znane Bomblowi i Rainmanowi
Kurcze Kruk ;) To faktycznie moje liceum :D:D:D Nie znam Cię osobiście,ale fajnie spotkać kogoś z jednego "obozu" :rotfl:
P.s.Skąd się tu wziąłeś ??:rotfl: :D:D
Serdeczne pozdrowienia :588:
hehe, obóz jak obóz... LO jak każde inne :D:D
a wziąłem się z Piekar;) jak mi czasowo wskoczy trochę zapasu to się na opłatku może spotkamy:)
Bombel779
08-12-2008, 21:04
hehe, obóz jak obóz... LO jak każde inne :D:D
a wziąłem się z Piekar;) jak mi czasowo wskoczy trochę zapasu to się na opłatku może spotkamy:)
No noooo :D To całkiem dobry pomysł ;) :D Liczę że się zjawisz :D
P.s. Sory za OT
damianko
08-12-2008, 21:18
historia moich znajomych...
Chłopaki użytkowali jedno auto i starszy brat grzebał coś wieczorem w garażu przy aucie i potrzebował ściągnąć tylne koła, odkręcił śruby ale nie mógł zdjąć koła bo felga zerdzewiała się z tarczą chamulcową, powalił troszke młotkie ale że była późna noc to postanowił dokończyć rano.... ale zanim się obudził to młodszy brat poszedł do garażu, opuścił auto z lewarka i pojechał sobie... 200 metrów aż koło go wyprzedziło :)
Druga histrie opoiwadał mi znajomy wójka ze stalowej woli... w każdym bądź razie chłopak wziął nowe auto mamy (peugot 206) i pojechał z dziewczyną do lasu w nocy (nie wiem po co) ale że mają tam podobno dosyć duże to lasy to delikatnie mówiąc zgubił się i do domu przyjechał na 9 rano i jak pojechał z pełnym bakiem tak wrócił na rezerwie a auto podobno wyglądało jak po Camel Trpohy...
no cóż... życie...
edit:
Księgowa taty też dała ostatnio popisowy numer:
Odpaliła auto na 1 biegu, przejechała 20 metrów i zatrzymała się śmietniku :)
davidd90
09-12-2008, 08:42
1, A ja zmieniałem 4 koła dwa dni :p To znaczy z letnich na zimowe. (letnie alusy, zimowe stalowe). Jedno tylne koło tak się zapiekło, że męczyłem się z nim 2h i nie puściło. Zużyłem 500ml WD-40 i grubą deskę i młot 5kg. I dalej nie puszcza :/ Ale zlałem bęben zmywaczem i płynem hamulcowym i zostawiłem
tak przez noc. Na drugi dzień poprawka płynem hamulcowym i jazda z deską i młotkiem. Puściło ale w jednym miejscu przygięła sie felga :(
2, Druga sprawa demontaż alternatora z Rovera 75. Musiałem popuścić silnik i podnieść cały silnik do góry aby zdemontować alternator. Nikt nie zna granic pomysłowości konstruktorów Rovera!
3, Wymieniałem wycieraczki w passaciku i tak się stało, że to ramie było otworzone bez wycieraczki. Poszedłem po nową wycieraczkę a ramię się zamknęło. Patrzę a na szybie taki piękny pająk o średnicy ok 25cm. Musiałem wymieniać szybę :(
damianko
09-12-2008, 08:50
Na koło spieczone z tarczą/bębnem jest porsty i skuteczny sposób. Przykręcamy felge na wszystkie śruby ale tak na 2 obroty śruby i jedziemy na dziury... jak się zacznie coś tłuc to znaczy że puściło :) sam na taki pomysł wpadłem jak nie mogłem stalówek odkręcić po zimie :)
Na koło spieczone z tarczą/bębnem jest porsty i skuteczny sposób. Przykręcamy felge na wszystkie śruby ale tak na 2 obroty śruby i jedziemy na dziury... jak się zacznie coś tłuc to znaczy że puściło :) sam na taki pomysł wpadłem jak nie mogłem stalówek odkręcić po zimie :)
troszke gorzej jak masz kapcia;)
tomek198105
09-12-2008, 19:13
Postanowiłem również "pochwalić" się swoim wyczynem;) W maju na urodzinki dostałem od koleżanek maskotkę do powieszenia w aucie na lusterku wstecznym:) Nie jestem zwolennikiem takich "upiększeń" ale nie chciałem żeby się na mnie pogniewały, więc postanowiłem ją tam zamontować. Nie wiem dlaczego zabrałem się za zdejmowanie lusterka (są łatwiejsze sposoby na montaż takiej maskotki;) ). Nie było łatwo, ale udało się. Założyłem metalowe kółko na uchwyt i zacząłem zakładać lusterko. Niestety nie pomyślałem o zdjęciu zabezpieczenia i dociskając na siłę w pewnym momencie usłyszałem trzask pękającej szyby:wsciekly: Wokół uchwytu pokazała się sporych rozmiarów "pajęczyna":wsciekly: 430 PLN kosztowała mnie ta operacja. Nie muszę pisać jaki byłem wściekły na siebie.
lysy78_03
09-12-2008, 19:42
panowie i panie .jedna rada na zapieczone felgi. jak juz sciagniecie to posmarujcie piaste, beben i sruby pasta miedziowa. nigdy sie nie zapiecze ani nie przyrdzewieje.
pozdro :provw:
Postanowiłem również "pochwalić" się swoim wyczynem;) W maju na urodzinki dostałem od koleżanek maskotkę do powieszenia w aucie na lusterku wstecznym:) Nie jestem zwolennikiem takich "upiększeń" ale nie chciałem żeby się na mnie pogniewały, więc postanowiłem ją tam zamontować. Nie wiem dlaczego zabrałem się za zdejmowanie lusterka (są łatwiejsze sposoby na montaż takiej maskotki;) ). Nie było łatwo, ale udało się. Założyłem metalowe kółko na uchwyt i zacząłem zakładać lusterko. Niestety nie pomyślałem o zdjęciu zabezpieczenia i dociskając na siłę w pewnym momencie usłyszałem trzask pękającej szyby:wsciekly: Wokół uchwytu pokazała się sporych rozmiarów "pajęczyna":wsciekly: 430 PLN kosztowała mnie ta operacja. Nie muszę pisać jaki byłem wściekły na siebie.
Hehe, czego sie nie zrobi dla kobiet:D A one wciaz narzekaja:)
Sebam kolejna glupota to to ze zaciagaliscie diesla. Wiem bo nauczylem sie na starym oplu. Pasek rozrzadu zgubil kilka zebow.
tomek198105
10-12-2008, 16:59
Hehe, czego sie nie zrobi dla kobiet:D A one wciaz narzekaja:)
Tak, narzekają;) Tylko już zapowiedziały, że nie dostanę od nich żadnej maskotki dlatego że boją się o moje auto:D;)
Tak, narzekają;) Tylko już zapowiedziały, że nie dostanę od nich żadnej maskotki dlatego że boją się o moje auto:D;)
Nie martw sie, laski zawsze jak mowia cos na "nie" to znaczy ze w kazdej chwili moga byc na "tak":D
Najdurniejsza rzecz zrobiona przez kobiete:
Stoje na stacji BLISKA z kumplem, gadamy sobie oczywiscie o autach i kobietach (hehe), no i patrzymy podjezdza Honda Accord z kapciem z przodu. Wychodzi fajna dziewczyna (jakos 23 latka) i chce zmieniac kolo, kumpel mowi mi ze zaraz jej pomozemy ale zebym popatrzyl chwile jak sie za to zabiera. Gdy zobaczylismy ze pod kola kladzie cegly nie z przodu i z tylu kola a z "boku" (od strony wentylka) to odrazu pobieglismy zmienic jej kolo. Mowimy "Dziewczyno, nie tak podklada sie cegly" a Ona "no jak nie? przeciez inaczej sie samochod przewroci":D
Czego ucza na tym kursie prawa jazdy?:confused:
Czego ucza na tym kursie prawa jazdy?
Uczą zdawać egzamin. I tyle. Kropka.
Sorry za OT, nie mogłem się powstrzymać.
sir_kula
14-12-2008, 19:54
1. Zima 2006. Wracam do domu po pracy. Dojechałem do domu, otworzyłem bramę i chcę wjechać na podjazd a potem do garażu. Niestety podjazd był leciutko wzniesiony, to mimo samochodu z tylnim napędem (wtedy jeszcze BMW 3) i zimowych opon nie mogłem podjechać. Po kilku próbach wkurzyłem się, odstawiłem samochód na bok na ulicy, poszedłem do domu, wziąłem w garść kilo soli i rozsypałem na podjeździe. Po pół godzinie wróciłem i bez problemu podjechałem na podjazd. Ale niestety rozsypałem sól tylko na wzniesieniu. Chcąc zahamować już na podwórku okazało się, że dalej wciąż był lód no i wjechałem do garażu niczym Hudinii przez zamkniętą bramę. Samochód przetrwał bez jednej rysy nawet, ale musiałem kupić nową bramę :(. Swoją drogą dziura wyglądała jak taka z prawdziwego amerykańskiego filmu w którym samochód wjeżdza w jakąś ścianę. W obrysie dziury było widać nawet miejsca na lusterka :krzeslem:
2. Wał Medzeszyński w Warszawie, kierunek na Otwock, również zima 2006. Jechała przede mną koparka jakieś 20 km/h. Po dłuższej chwili, nieco zdenerwowany, kiedy z drugiego kierunku nic nie jechało postanowiłem ją wyprzedzić. Na ulicy w miarę znośnie (odśnieżona), ale nie przewidziałem, że pomiedzy pasami może być fragment lodu. Jak tylko załapałem ten kawalek lodu zaczęło mną kręcić wokół właśnej osi. Modliłem się tylko żebym nie zatrzymał się w tej koparce, a mijałem ją o milimetry kręcąc się. W końcu udało mi się wysterować samochód w zaspę. Szczęśliwy i z pełnymi portkami chamując w zaspie usłyszałem delikatne chrupnięcie. Okazało się, że zaspa przykrywała sporych rozmiarów kamień. Na szczęście wgniotło mi tylko lekko nerki w grillu (BMW).
3. W liceum, tuż po zrobieniu prawka brałem tatowego Opelka, który w większości czasu stał pod domem, aby dojeżdzać do szkoły. Któregoś razu wyszedłem ze szkoły wkurzony (pokłóciłem się z dziewczyną) wsiadłem do samochodu i ruszyłem. Kawałek dalej zatrzymałem się przed pasami żeby puścić ludzi. Potem ruszyłem z dosyć mocnym piskiem opon. Pech chciał że za mną stali Panowie Policjanci w radiowozie a ja ich nie widziałem. Ponoć jechali za mną przez pół kilometra od tego przejścia na sygnale zanim udało im się mnie wyprzedzić i zatrzymać (ja ich oczywiście nie widziałem w lusterku :D). Na koniec okazało się że jechałem jeszcze bez pasów. Na szczęście skończyło się na mandacie za niezapięty pas i upomnieniu za niebezpieczną jazdę. To był mój pierwszy mandat w kadencji kierowcy :682:
1.miałem może 8 lat wraz z kuzynem (skoda 100)przód tył na rozruszniku aż odpaliła i prosto w stół warsztatowy.Noi dziura w błotnikuwielkości jałka,noi co plastelina pod kolor i cheja hehe.2.Asfald na nadkolach,to juz mój pasat może mi ktoś pomoże,gąbka do naczyń z zieloną drutką,asfald zniknoł ale zostały rysy jak po papierze ściernym
.Czy do się z tym coś zrobić????????z góry dzieki
polerowanie blotnikow zostaje...
na przyszlosc - to sie swietnie zmywa nitrem, a nastepnie zabezpiecza woskiem ;)
Właśnie w wątku o niskiej temperaturze (http://forum.vw-passat.pl/showthread.php?t=41997&page=3) zobaczyłem zdjęcie kol. MeCeNaSa i poniżej komentarz do fotografii Kuczlawa i tak mi się skojarzyła historia sprzed ok 20 lat. Ładowałem w pomieszczeniu za garażem aku ze zwartą celą i w pewnym momencie zgasł prąd jak to na wsi, ponieważ dłuższy czas nie włączali a ja już miałem się zamiar położyć spać poszedłem do ciemnego pomieszczenia aby odłączyć aku. A ponieważ było ciemno zapaliłem zapalniczkę. Wrażenia wzrokowo, słuchowe niezapomniane. Był bardzo szybki bieg po omacku do pobliskiej rzeki bo po twarzy spływał mi elektrolit a ubrania chociaż robocze też mi było szkoda. Mina mojej obecnej żony wówczas narzeczonej gdy mnie ujrzała wchodzącego do domu ociekającego wodą nie do powtórzenia.
Jacku w związku z Twoją historią mnie też się przypomniał pewien incydent z przed lat w wykonaniu dwóch moich kolegów.
Otóż posiadali oni na spółkę Mercedesa W115 w którym przeładowywał alternator.
Wróciwszy pewnego wieczoru z trasy postanowili dolać wody destyl. do aku. Odkręcili korki, a że było ciemno jeden z nich przyświecił zapalniczką i było sruuu hehe.
Już nie było do czego dolewać, dwie cele rozerwało, a po praniu ciuchów same dziury.
witek-b5
09-01-2009, 19:10
Czytając pierwszą historie "sir_kula" przypomniało mi się co ja kiedyś odstawiłem. w lato, po zrobieniu na polo rudej maski (rost syle) pozstanowiłem zostawic auto w garazu (garaż mam 15min z buta od domu) i napić się piwa, które zawsze w garażu jest. :D Ze na koncu garazu mam stół warsztatowy i dwa regały trzeba podjechac nastyk, aby garaż się zamknał i wszystko było by pieknie i bez problemów, ale... Przed wjazdem zapomniałem pozbierać resztki lakieru wymieszanego ze skansolem z podłogi. Wjeżdżam, ja hamulec, polo nic, i w regał... Potem wsteczny, aby ocenic uszkodzenie (nie wiem czy otwierac kolejne piwo z żalu czu z radosci), patrze i oczom nie wierze, jedynie ramka od tablicy peknięta. Tak się ucieszyłem, że uderzyłem pięścią w regał, z którego wprost na mają nogę spadł sporych rozmiarów prostownik. No to z wściekłości skaczac na jednej nodze operacje powtórzyłem na drugim regale, po czym szybko odskoczyłem (taki odruch) i usłyszałem dziwny odgłos, coś jakby ktoś potrząsnął workiem z kamykami. Zdziwiony zacząłem patrzeć po jedym i drugim regale, co się stało, po 5min zrezygnowany nieudanym poszukiwaniem obróciłem się i zobaczyłem piłke od koszykówki na siedzeniu pasażera.... Nie powiem fajnie się następnego dnia jechało wymienić szybe, klimatronik pełną gębą. :P
damianko
12-01-2009, 21:16
Przy okazji ostatnich mrozów chłopaki ode mnie z forym targali sprintera na lince przez 10 km żeby go odpalić na biegu i nic... jakież było ich ździwienie jak podjechałem, złożyłem kluczyk, rozłożyłem kluczyk (scyzoryk) i odpaliłem auto :)
dzisiaj popisałem się...
wypisalem w aucie koperte na klamke dla TomaszaKRK - taka babelkowa do wyslania,
wysiadlem, zabralem pudło z roletą dla Jaszczompa i zatrzasnalem drzwi
poszedlem na poczte, wyslalem paczki, wracam... gdzie sa klucze ;| szukam po kieszeniach... ooo leza w wnece przy dzwigni zmiany biegow, za kwadrans zajecia a do domu rzeczony kwadrans z buta ;)
coz, wynik tego taki ze musze zmienic prawa tylna klamke :P
damianko
18-02-2009, 08:14
nie będe się rozpisywał :p
http://img3.imageshack.us/img3/5816/zdjc499cie000fz5.jpg (http://img3.imageshack.us/my.php?image=zdjc499cie000fz5.jpg)
http://img3.imageshack.us/img3/zdjc499cie000fz5.jpg/1/w1280.png (http://g.imageshack.us/img3/zdjc499cie000fz5.jpg/1/)
ormowiec
18-02-2009, 09:17
uuu... ładnie
ale straty - odpukać - nieduże?
damianko
18-02-2009, 18:42
uuu... ładnie
ale straty - odpukać - nieduże?
No maskownica mi z głośnika jednego spadała, pobrudziłem się, zmarzłem i wódke czy tam 2 za pomoc w wyciąganiu... i strat na tyle... Bo ja od zawsze mówiłem że stare passaty są niezniszczalne i nie do zaje.... :p
to skoro już się tak przechwalamy :D
http://forum.vw-passat.pl/attachment.php?attachmentid=8475&d=1234980838
Niestety podłoga siedziała na śniegu, także troche zabawy z wyjeżdżaniem było :)
Ale dałem rady bez pomocy ;)
Szkieletczaki sie Be czwórkami wożą;)
Robinek2
18-02-2009, 20:04
Miałem Fiata 126p no i zachciało mi się umyć rozdzielacz zapłonu i umyłem rozpuszczalnikiem -"nitro".:)Jakie moje zdziwienie przy uruchamianiu silnika.Coś pierdykło i to nieźle:confused: Patrze a tu nie ma aparatu zapłonowego:634: rozleciał sie:confused: ale co tam młody i głupi do sklepu ..........motoryzacyjnego marsz:D:D
HAHA:)gratulacje w takim razie:)Ja kiedys mialem "kredésa"125p i jezdzilem z odkreconym kolektorem,brzmial niczym rasowe V8 z Dodga Chargera:)
damianko
18-02-2009, 21:14
Ale tak robiąc małe OT to powiem że jeździłem ostatnio polo ciotki i powiem że na śniegu zachowywało się lepiej nie passat... przód jechał tam gdzie się mu kazało, tył nie uciekał...
To akurat nie ja ale mój brat i jego kumpel zrobili ale ich głupota zasługuje na uwagę. W czasie jak jechali starą Corsą (kupioną aby sobie poszaleć itp) przy około 100 km/h brat wpadł na cudowny pomysł. Chciał pokazać jak można fajnie strzelić z rury. Polega to "niby" na zgaszeniu silnika w czasie jazdy i odpaleniu go na nowo. Tak też zrobił tylko że z małym ale... Po zgaszeniu zablokował się kluczyk w stacyjce i co za tym idzie kierownica. Po efektownym locie przez rów, zatrzymali się w szczerym polu. Zakończyło się n tym że urwali zderzak :D
Ale tak robiąc małe OT to powiem że jeździłem ostatnio polo ciotki i powiem że na śniegu zachowywało się lepiej nie passat... przód jechał tam gdzie się mu kazało, tył nie uciekał...
To w Polo nie wina wymyslnej technologii tylko masy. A odnosnie Opla to ogolnie jest kiepskim autem. Ja ostatnio z kumplami jezdzimy maluchem "rajdowym". Hehehe
Przymarzla mi reka do klatki
że jeździłem ostatnio polo ciotki
Opel ogolnie jest kiepskim autem.
Polo to fałwej :D nie hopel :D
Ale masz rację, masa robi swoje. Saxo waży niewiele ponad 800kg i na śniegu jest "mądrzejsze" od passata ;)
ernest_1978
20-02-2009, 19:39
dobrych kilka lat temu w wielką sobotę pojechałem sobie ciągnikiem c-360 po gaz w butli jest tam dobre miejsce na butle pod siedzeniem kierowcy za ręcznym
traktor nie miał hamulców bo puściły cylinderki założone miesiąc wcześniej nie ma to jak rzemiosło a żeby je zmienić trzeba zdjąć zwolnice = 3chłopa do pomocy
hamowało się ręcznym
wracając do tematu wjechałem sobie dość szybko na podwórko ja do hamulca a tu butla się wysunęła do przodu blokując mi dźwignię ręcznego zanim ja wsunąłem i zahamowałem wjechałem w garaż efekt uszkodzony garaż maska i chłodnica
damianko
20-02-2009, 21:44
To w Polo nie wina wymyslnej technologii tylko masy
samochód dla kobitek jakby nie patrzeć... nie trzeba się tak pilnować jak w pasku.. choć nie ma też tego uśmiechu jak leci się bokiem w zakręt...
chyba na temat ....
kupiłem go :(
Pozdrawiam
ps.żeby nie było głupich komentarzy, to dodam, że teraz na giełdzie to co czwarte auto to nie passat :(
Pozdrawiam
2 ps.to nie jest wykpiwanie albo coś w tym stylu. to tak od siebie :kwasny:
ps3. bez komentarza proszę :D
ps4. już się boję ... ;)
jjacekkx ale ze o co chodzi?
damianko
21-02-2009, 12:16
jjacekkx ale ze o co chodzi?
ostatki dzień wcześniej miał :p
The_Saint
21-02-2009, 12:16
Wynika że Jacek coś kupił ale co? :D
ojjjj, do podstawówki czytać ze zrozumieniem :D :p
Jackowi chodzi o to, że najdurniejszą rzeczą jaką zrobił ze swoim autem, było jego kupno itp :D
kaskiewc
21-02-2009, 17:37
ładnych kilka lat temu mając jeszcze seicento, postanowiłem znaleźć jakieś przyjemne miejsce na małe tet-a-tet z dziewczyna. Znalazlem romantyczna wyciszona polane i zabieram sie do ataku! Nagle cały romantyzm prysł, jak okazało się, że samochód zaczyna się obniżać-okazało się, że stanąłem na całkiem grząskim miejscu. Fiat osiadł na podwozie i tam został :( Zadzwoniłem po taxi, żeby mnie wyciągneli, to pierwszy i drugi też się zakopał. W sumie zjechały się 4 samochody i razem połączone linami wyciągały te 2 zakopane i mnie. Skończyło się na 200 złych na myjnie dla wszystkich pomagających. Morał: hotel wychodzi taniej.
Malutki2m
21-02-2009, 17:56
W 2001 r. krótko po kupnie kadeta, wyjechałem od teściów z żoną i szwagierką. Z przodu miałem nowiutkie zimówki, nalewki z klocem jak w traktorze, a z tyłu łyse jak kolano opony niewiadomego pochodzenia. Oczywiście jako "świetny kierowca" chciałem się popisać i 40 km/h okazało się zbyt dużą prędkością na zakręcie ośnieżonej drogi. Przeleciałem bokiem jakieś 20 m i zatrzymałem się w poprzek drogi. Pod samochodem było tyle śniegu, że jak wysiadłem, to koła jeszcze się kręciły. Do kościoła poszliśmy piechotą, bo jechaliśmy na jakiś chrzest, czy coś. Potem łopata i dawaj, odkopywać. Jak samochód osiadł na kołach, to spokojnie wycofałem w pole (ok 20 cm śniegu) i wyjechałem jak gdyby nigdy nic. Oczywiście tylne laczki szybko poszły na śmietnik...
Oczywiście tylne laczki szybko poszły na śmietnik...
Bo powinno się zakładać lepsze opony na tył, a nie na przód niezależnie od tego czy masz napęd na przód czy na tył. W najgorszym wypadku nie wyjedziesz pod górkę, ale przynajmniej nie będziesz miał akcji jak tą, którą opisujesz.
Ja swoje przygody opiszę nieco później ;)
Bo powinno się zakładać lepsze opony na tył, a nie na przód niezależnie od tego czy masz napęd na przód czy na tył. W najgorszym wypadku nie wyjedziesz pod górkę, ale przynajmniej nie będziesz miał akcji jak tą, którą opisujesz.
Ja swoje przygody opiszę nieco później
Akurat kolego to raczej blad zakladac lepsze na tyl, wole zeby mi tylek wyjezdzal niz na zakrecie przod sie uslizgnal bo wtedy lecisz odrazu do rowu:]
Sedris tak jak pisze The_DJ
powinno się zakładać lepsze opony na tył
Trudniej jest własnie opanowac jak ci tył zarzuci a nie przod.
Kiedys nawet w szkola auto testowali, to jak na tyle mieli lepsze to koles wyprowadzil samochod, na przodzie nie mial szans.
Najdurniejsza rzecz ?
No to jest oczywiste. => kupiłem
Akurat kolego to raczej blad zakladac lepsze na tyl, wole zeby mi tylek wyjezdzal niz na zakrecie przod sie uslizgnal bo wtedy lecisz odrazu do rowu
Sam jakiegoś tam doświadczenia nie mam w tym zakresie, ale jak zeszłej jesienii założyłem zimowe na przód (wytarłem jedną letnią - osobna historia), to nie straciłem praktycznie nic na trakcji samochodu. Oczywiście podsterowność była nieco większa w krytycznych sytuacjach, ale nie było tendencji do zarzucania tyłem jak ma to miejsce na komplecie tych samych zimówek również na tyle. Oczywiście moje doświadczenie jest mocno subiektywne i sam nie traktuję go jakoś poważnie, ale o tym że ważniejsze jest ogumienie z tyłu, a nie z przodu mówi zdaje się chyba każda szkoła doskonalenia jazdy, a w tym SJS z Lublina (o ile nie pomyliłem miasta).
Tak na logikę rzecz biorąc - przednimi kołami kierujesz i najczęściej masz na nie napęd, no i hamulec nożny, którym możesz dociążyć przód auta - z tyłu masz tylko ręczny. Jak będziesz miał wypadek z powodu podsterowności to jakby nie patrzeć - przed sobą masz ponad 1 metr blachy, która się będzie miąć. W przypadku zarzucenia tyłem i z tego powodu uderzenia bokiem w drzewo - masz jakieś 3, może 4 cm ramy, która nie ma czegoś takiego jak "strefa zgnieceń".
Należy oczywiście pamiętać, że cały czas mówimy o wyborze mniejszego zła. Przypuszczam też, że "zalecenia" szkół doskonalenia jazdy w dużej mierze są podyktowane umiejętnościami przeciętnego kierowcy polskiego. Możliwe że np. kierowca rajdowy z licencją lepiej będzie prowadził na łysych z tyłu, a nie z przodu. Ale to chyba nie ma dla nas większego znaczenia - chyba, że ktoś deklaruje podobne umiejętności ;)
Pozdrawiam
rainman777
23-02-2009, 19:46
Panowie robicie OT w tym temacie :cool: jest dział do takich dyskusji !!!!
Charakterek
23-02-2009, 20:54
Opla miałem wtedy. Półprzegub napędowy zaczął chrupać. Ubzdurałem se, że jak na zakręcie dam mu w czapę, to kulki jakoś się wyślizgają i ułożą i zamilknie toto. I owszem - zamilkło. Tyle, że kulki skończyły na jezdni wraz z resztkami koszyka, a ja zostałem na środku lewoskrętu na torach tramwajowych i stałem jak to ciele powodując korek - gigant - bo pomimo dość szybkiej interwencji i zepchnięciu pojazdu Grójecka w Warszawie o 15 nie jest jezdnią sprzyjającą na wszelkiego rodzaju awarie...
Tenże sam Opel. Dolewka oleju. Dolałem - zamknąłem machę i pojechałem. Dopiero jak zaczęło intensywnie w aucie olejem walić i kontrolka ciśnienia się pojawiła - przypomniałem sobie o korku od oleju... Na szczęście był pod klapą, skończyło się dolewką kolejną i tym razem zakręceniem korka. Dla niewtajemniczonych - silnik 1.6 opla miał taki głupi myk, że krzywka od rozrządu była nad wlewem i było ją widać - zero osłonek, więc jak poszło ciśnienie do smarowania wałka, to miałem cudnie upier... komorę silnika. Ale to było 18 lat temu, młody byłem i głupi...
Sedris tak jak pisze The_DJ
powinno się zakładać lepsze opony na tył
Trudniej jest własnie opanowac jak ci tył zarzuci a nie przod.
Kiedys nawet w szkola auto testowali, to jak na tyle mieli lepsze to koles wyprowadzil samochod, na przodzie nie mial szans.
Ok, jezdzilem Polonezem, uwazam siebie za niezlego kierowce z lekkimi doswiadczeniami rajdowymi. Auto tylno-napedowe prawde Ci powie. Lepsze opony przod i to jak w morde strzelil, przednionapedowe tez musi miec i trakcje i hamowanie, jak tyl rzuca to chyba gazem wyciaga sie z poslizgu wiec trakcja musi byc (chyba ze ktos naciska hamulec i modli sie). Mowie to z doswiadczenia (jakie by ono nie bylo). A w wulkanizacji zamienia sie kola tyl-przod po co? no zeby na przodzie byly jak najlepsze, uslizg przednich kol nie do opanowania.
Zeby nie robic OT, kolejna najgorsza rzecz jaka w zyciu zrobilem (z kumplem).
Stalismy na górce, Skoda 105L "zlapala gume", tak wiec lewarek i nic pod kola nie wsadzone, auto do gory i zaczyna sie zsuwac. Efekt? No oczywiscie łapanie samochodu, no i złapałem ale za tylne swiatlo ktore sie posypalo w drobny mak:) Nowka kosztowala mnie 12 zl na gieldzie:D
w lato podjechalem na stacje gazowa , zatankowalem do pelna.
dalem gosciowi pieniadze i wsiadlem do auta.
zobaczylem w lusterku ze idzie sobie do swojej budy , wiedz odpalilem passka , podglosnilem radio i jazda! przed wyjadem ze stacji lpg zatrzymalem sie zeby wlaczyc sie do ruchu i wtedy popczulem strasznie mocny smrod gazu, patrze w lusterku a za mna bialo!! :confused: zgasilem silnik , wychodze i patrze... gosc nie odpiol pistoletu do tankowania i wyrwalem go od dystrybutora z kawalkiem weza gumowego ... pamietam ze byl to upalny dzien okolo 30 stopni! a ja na zderzaku mialem sople prawie az do ziemi... wrocilem sie do gopscia z pretensjami i dogadalem sie z nim $$$ :D
tlumaczyl sie ze pracuje pierwszy dzien na sracji,prosil zebym nikomu nie mowil ,ale o czym on myslal:mad: po tej akcji jeden czasny plastik ze zderzaka delikatnie poszazal , a ja juz tam nie tankuje.
Kiedyś w skodzie 105 S postanowiłem wymienić olej ,jako 17 sto latek postanowiłem poprosić tate o pomoc .Nie mieliśmy garażu ojciec wpadl na pomysł żeby to zrobić koło działki jakieś 4-5 km od domu Sruba nie chciała puścić ojciec jako stary fachowiec postanowił użyć młotek i przecinak :D żeby puknąć w śrube i niestety przecinak mu sie zeslizgnoł i wcelował w miske :D Mała dziurka i olej wkońcu leci ale przez dziure :) szybka decyzja zwijamy manele i gazem pod dom żeby auta tam nie zostawić, pod domem odkręcenie miski i spawanie od tamtej pory jak miałem olej do wymiany nawet nie mówilem tacie tylko sam robiłem :)
Nadal jestem młody i piękny, ale tamtego dnia byłem młodszy i równie piękny ale za to głupi jak nigdy! ;) Jechałem Meganką II i był spory korek na ulicy, nie chciało mi się zabardzo w tym korku stac i stwierdziłem że nie będę legalnie jechał na stacje na około tyko wjadę wyjazdem z tejże stacji, która łączy się w pewnym momencie z drogą osiedlową....postanowiłem skręcić i nie patrzyłem czy ktoś jedzie, w połowie drogi pod prąd zobaczyłem pędzącą astrę z gościem gadającym przez telefon patrzącym nie wiadomo gdzie....przylał mi w prawe drzwi, na szczęście poduchy były całe, ale próg i drzwi ładnie się zwichrowały....tamtego dnia było słonecznie, to też nie przeszkadzało mi że jeździłem z otwartymi ;) ...ech...już nigdy nie pojadę na skóty....
Witam
dzis zaparkowalem samochod pod domem i 20 min. pozniej przychodzi sasiad i sie pyta czy to czasem nie moj samochod stoczyl sie na dom kilkanascie metrow nizej.
nie mam pojecia jak to sie stalo(reczny zawsze jest zaciagniety a kierownica zablokowana). z tego co zobaczylem reczny nie byl zaciagniety ale samochod byl na biegu :/
ze wstepnych ogledzin dom w ktory samochod udezyl jest caly (udezyl w sam rog domu cegly lekko ukruszone- nic nie peklo odziwo zarazem b. dobrze)
natomiast passat...........hmmm
calkiem przejeb*** :
-klapa wgieta do srodka (pierwsze "s" z napisu passat zgeite na pol i to jest lina przez ktora przechodzi zgiecie)
-szyba wybita,
-tapicerka klapy polamana
-zderzak wdniecony,
-podloga bagarznika podniecona,
-nadkole wygiete,
-tylnych drzwi od strony pasarzera nie da sie otworzyc (wersja angielska kombi),
-tylne drzwi od strony kierowcy - 2 razy wieksza przerwa pomiedzy drzwiami a karoseria.
wyglada na to ze samochod dostal niezlego strzala toczac :/
nie znam sie ale wychodzi na to ze **** sie niezle przestawila
jutro zalacze fotki to bedziemy sie mogli posmiac.
tymczasem bede topil zal w kuflu piwa.
ps. jestem pewien ze nie jest to moja wina, sam mi skur**** uciekl
ps. jestem pewien ze nie jest to moja wina, sam mi skur**** uciekl
A co nie lubił ciebie? Źle go traktowałeś?
z tego co zobaczylem reczny nie byl zaciagniety ale samochod byl na biegu :/
Tym razem zapomniałeś o ręcznym. I na biegu zjechał? Niemożliwe.
w lato podjechalem na stacje gazowa , zatankowalem do pelna.
dalem gosciowi pieniadze i wsiadlem do auta.
zobaczylem w lusterku ze idzie sobie do swojej budy , wiedz odpalilem passka , podglosnilem radio i jazda! przed wyjadem ze stacji lpg zatrzymalem sie zeby wlaczyc sie do ruchu i wtedy popczulem strasznie mocny smrod gazu, patrze w lusterku a za mna bialo!! zgasilem silnik , wychodze i patrze... gosc nie odpiol pistoletu do tankowania i wyrwalem go od dystrybutora z kawalkiem weza gumowego ... pamietam ze byl to upalny dzien okolo 30 stopni! a ja na zderzaku mialem sople prawie az do ziemi... wrocilem sie do gopscia z pretensjami i dogadalem sie z nim $$$
Kurcze miałem to samo, z tym że u mnie wąż się odczepił, ale wyrwał mi wlew od gazu, rozrywając przy tym kawałek zderzaka. A działo się to na stacji Orlenu. Od tamtej pory na Orlenie nie zatankowałem ani kropli paliwa. Głupi byłem, że się od razu z nimi nie wykłóciłem, bo straciłem przez to kilka zł.
ormowiec
28-02-2009, 09:58
tego co zobaczylem reczny nie byl zaciagniety ale samochod byl na biegu :/
ciekawe, albo bieg nie został wbity do końca albo puściła któraś półoś ... wyciągnięcie biegu jak samochód "opiera się" na zapiętej skrzyni jest w zasadzie niemożliwe
zeby nie bylo foty zrobione :/
UUUUUuuuuu ale ból. Takie ładne autko. Współczuję. Tylko się nie schlej. :p
rainman777
28-02-2009, 13:30
No faktycznie szkoda furaka , co za pech centralnie w kant :( to musi boleć do tego parę złoty będzie kosztować naprawa.
Z tego co widzę znaczek passat to prawdziwa forteca nie do zniszczenia :).
Pozdrawiam Miłosz :vw:
mateusz myślę że pasek chciał samobójstwo popełnić hehe sekuku :)
damianko
28-02-2009, 16:44
ale ból.. ja chyba bym płakał :( na szczęscie jak do tej pory miałem tylko 2 małe obcierki paskiem... no i ten rów kilka postów wyżej ;)
w poniedialek jade wycenic szkode. ale chyba nie bedzie sie opacalo naprawiac samochodu. zauwazylem ze dach tez wygielo :/
zobaczymy co z tego wyjdzie. tylko nie kumam co sie stalo- zamknolem samochod i jeszcze sie wrocilem zeby sprawdzic czy jest zamkniety (ostatnio odlaczylem alarm).
tak czy inaczej- Kupa :/
zeby nie bylo foty zrobione :/
Auuaaaaaaaa, niezle sie wbilo :( Masakra
z ciekawosci, ile jest warty tak rozbity passat? bo naprawiac sie chyba nie bedzie oplacalo - podloga, dach, blotniki :/
rogalik17
01-03-2009, 11:12
Największa moją głupota było chyba wycofywanie z garażu z otwartymi drzwiami które otworzyły sie tak szeroko jak nigdy wczesciej, na szczescie to był tylko maluszek ;)
Ostatnio miałem przygodę w Mercedesie Vito kiedy z niewiadomych powodów zamkneły się drzwi z kluczykami w środku, chwiałem go jakoś otworzyć za pomocą druta i po jakimś czasie mieszkaniec bloku pod którym stałem zadzwonił na policje przyjechali i nawet o nic nie pytali tylko odrazu kajdanki i do auta, dopiero po jakimś czasie wypuścili mnie z auta :D
zeby nie bylo foty zrobione :/
Miniaturka załącznika (kliknij aby powiększyć)
Click image for larger version Name: IMG_0720.jpg Views: 77 Size: 96.9 KB ID: 8826 Click image for larger version Name: IMG_0724.jpg Views: 99 Size: 94.1 KB ID: 8827 trochę OT - sorki kolego jago86 ale rozbawiła mnie ta cegła pod kołem trochę za późno nie uważasz;).
Pozdrawiam
rozbawiła mnie ta cegła pod kołem
wiesz to jest zabieg czysto stylistyczny zeby mi mama dala spokoj bo tak to marudzila ze znowu moze zjechac.
BTW powiozlem dzisiaj samochod do ubezpieczalni werdykt - kasacja
i mam juz nowydupowoz peugot 106 1.4 diesel - jak narazie musi wystarczyc.
damianko
05-03-2009, 06:53
wiesz to jest zabieg czysto stylistyczny zeby mi mama dala spokoj bo tak to marudzila ze znowu moze zjechac.
BTW powiozlem dzisiaj samochod do ubezpieczalni werdykt - kasacja
U nas w kraju by się go poskładało :)
Passat jest moim dziewiątym z rzędu autkiem w automacie,wcześniej były fordy (scorpio,sierra,orion) i peugeoty 205 i 405...tego ostatniego mam do dziś i właśnie z nim miałem przejścia -co prawda w nim skrzynka i jej "boczne" osprzęty są banalnie proste ale wyobraźcie sobie jak invalida bez nogi bierze się sam z wymianę skrzyni...deszcz-brak zadaszenia i tak przez tydzien :) Udało się,skrzynka włożyłem i nawet działała poprawnie,ale...? No właśnie... coś stuka-włażę pod spód sprawdzam,co sie okazuje -tuż przed półosią "prawą" wisi sobie aluminiowy napęd od prędkościomierza,a powinien być na półosi przykręcony do skrzyni-aż dziw że nie sączyło olejem bo napęd posiada dwie miedziane uszczelki,by owych sączen nie było ...i katorga ,trzeba było znów rozbierać cały prawy bok aby wyjąć półoś i nasunąć napęd:(...dodam że kucharz ze mnie wyśmienity-mechanizator ;) żaden!
Pozdrawiam.
To bylo ponad 10 lat temu.Ojciec był i jest fanem Audi no zakupil Audi 100 rocznik 81,a że w pokrzywach stała wysłużona i zgniła 'setka' rocznik 74, ojciec postanowil z niej wyciagnąc silnik ze skrzynia i oddac ja na złom.Częsci wyjęte wic można ja zezłomować,a ze złomowisko było ok 1 km od domu ojciec postanowił auto pociągnąc na lince,a wiadomo ze bez silnika to zero hamulca,no ale uzgodnilismy ze pojedziemy bardzo wolno! Ojciec w1 uacie ,ja 2,ruszamy i idzie gladko ale zblizamy sie do krzyżówki,ojciec hamuje a ja...zacisnąłem ręce na kierownicy,zaparłem sie no i ...strzał!Wysiedlismy,wyzywam ojca no ale duzych strat nie było bo prędkość była mała,no i uczuliłem ojca żeby naprawde zwolnił bo żartow nie ma i zeby obserwował sytuację w lusterku wstecznym.Ruszamy ponownie,ojczulek mnie w lusterku obserwuje a ja panicznie zacząlem kiwać żeby zwolnił bo tak zap...ł ze strach więc jak zobaczyłze tak kiwam to napewno coś nie tak i zatrzymuje swoje auto ostro a ja biedny jak przy.... w niego to tylko maske widziałem jak poszła do góry a w pierwszym klapa bagażnika i ogólnie cały tył! Tym sposobem 2 auta nadawały się na złom ale zostawilismy jedno a drugie do warsztatu!
To bylo ponad 10 lat temu....
lol :D się uśmiałem :D
Malutki2m
07-03-2009, 15:38
Na sztywny hol trzeba było, jak ciężarówkę, a staruszka to masz pomysłowego :p
A wiecie jak to czasami się spieszy i chce się zawrócić albo kogoś wyminąć, a że wiosna w pełni to często, gęsto rozmaitych krzaków przy drodze, traw, trzcin i innej flory.
I czasami żeby na 3 razy nie zawracać to zdarzało mi się lekko w trawę przodem samochodu wjechać etc.
Ale ostatnio pośpiech mnie zniszczył.
We wrześniu 2008 (na szczęście miałem wtedy jeszcze Astrę II a nie Passata :D) jechałem sobie uliczką osiedlową i miałem skręcić w lewo.
Ale z tejże strony wyjechał już samochód więc ja szybki Bill zamiast poczekać to dawaj się przeciskać lekko po krzaczkach na anglika.
Krzaczki nagle wydały głośny zgrzyt i wryły mnie w miejscu.
Zawinąłem się na betonowym słupie...
Zarośniętym słupie.
Poza zniszczeniem i wyryciem sobie dziury w drzwiach przednich, pogięciu listew bocznych i błotnika plus urwaniu chlapacza odpracowałem godziny społeczne w formie koszenia traw.
Taka moja rada:
5 sekund Was nie zbawi, nie wjeżdżajcie w dżunglę.
Aby podnieść dramaturgie daję zdjęcie:
http://img13.imageshack.us/img13/7250/111111111111111111h.jpg (http://img13.imageshack.us/my.php?image=111111111111111111h.jpg)
5 sekund Was nie zbawi
Dokładnie. Historia sprzed tygodnia. Niedziela siedzę sobie przy komputerze, telefon, dzwoni szef (mieszka za ścianą). Wiedziałem o co chodzi jak zaczął - Wiesz ja mam dzisiaj kupę roboty..... - no myślę sobie jest wyjazd w jego sprawie - ...dzisiaj muszę skończyć pracę a tu trzeba jechać do Gorzowa.- Wyjazd tak jak zgadłem jest, trzeba odwieźć syna jego drugiej zony do ojca. Jak zwykle załadowałem do busa rower. Ponieważ z przodu są zamontowane siedzenia, ładuję do tyłu tam gdzie przestrzeń bagażowa. Ruszamy, połowa trasy, skrzyżowanie z prawej strony jedzie auto, z lewej kawalkada wolno się toczy. Szybka ocena, jak ten z prawej przeleci zdążę przed tymi z lewej jak przygazuję. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Nagle huk i brzęk tłuczonej szyby. Myślałem że to wqurzony kierowca we mnie strzelił, ale nie to rower chciał wyskoczyć przez tylną szybę (chyba nie wierzył w moje umiejętności) :D . Skutek jazda do Gorzowa bez tylnej szyby, powrót i owszem także bez niej, następny dzionek rozpocząłem od wstawienia nowej (250 zł).
hehe ladne przyspieszenie ma ten Twoj bus :)
Bombel779
12-03-2009, 12:12
To bylo ponad 10 lat temu Dżizass :D Popłakałam się ze śmiechu :D
Nagle huk i brzęk tłuczonej szyby. Myślałem że to wqurzony kierowca we mnie strzelił, ale nie to rower chciał wyskoczyć przez tylną szybę (chyba nie wierzył w moje umiejętności) No nie mam pytań Jaca :rotfl: :rotfl:
Mój szczupak parkuje zaraz pod oknami mojej kaminicy, mam pod nią parking, więc szczupakiem prawie pod samą ścianę podjezdżam ( jakieś 10 centów zostaje ). Kilka dni temu wieczorem chciałem się powozić po mieście, więc na parkingu wrzuciłem luz i zapaliłem silnik zeby się zagrzał, a w międzyczasie dzwoniłem do koleżanki... A że miała ustawione jakieś śmieszne granie na czekanie i nie odbierała, to moje ciało mimowolnie zaczęło się poruszać w rytm muzyki :crazy: i jakież było moje zdziwienie gdy po kilku minutach poszułem lekkie puknięcie... Wprowadziłem szczupaka w rezonans, a ten jako ze był na luzie dotoczył się do ściany kamienicy :D Szczęście nic sie nie stało, na kamienicy jest teraz tylko taki czarny pasek :D
Pozdrawiam
Tomasz
na kamienicy jest teraz tylko taki czarny pasekHmmm, herezje jakieś prawisz, panie Tomasz :p Jak czerwony pasek może zostawić czarny pasek? :D :crazy:
Dzisiaj, 12:34
Cytat:
Napisał tomasz krk Zobacz post
na kamienicy jest teraz tylko taki czarny pasek
Hmmm, herezje jakieś prawisz, panie Tomasz Jak czerwony pasek może zostawić czarny pasek?
Eyyy sławuś, bo zaczepił zdes a nie lakierek :p A zdesie kilka dni wcześniej machałem czernidełkiem z sonaxa :D:D:D
Radoslav
12-03-2009, 13:10
Było to jeszcze za czasów posiadania Seicento 1.1.
Kupiłem nowe w salonie jako pierwszy własny samochód! Po dwóch tygodniach! jazdy po ulicach miasta nadarzyła się okazja sprawdzenia "jak to hula" w trasie. Więc piątek, auto zapakowane działkowym sprzętem, jeszcze tylko podjechać po małe co nie co i w drogę. Zadowolony wyluzowany jadę i z kulturą stwierdziłem, że przepuszcze nawet pieszego mimo braku przejścia dla pieszych...i to był błąd, bo gość za mną starą cytryną na ten pomysł nie wpadł, za to z impetem wpadł mi w zad :mad:.
I tu się zaczął pech tego auta. Minimum raz w roku blacharz musiał być grany (z mojej winy lub nie).
Po jakimś roku pojechałem do kumpla na meczyk. Zaparkowałem auto na chodniku (w idealnej szczelinie). Po spotkaniu szybko odstawić samochód i dalej w tany. Wsiadam do auta, włączam radio, zapinam wsteczny i but...nagle jeb! i aż się odbiłem od kierownicy. Za mną stał znak i to mocno wbetonowany. W seicento poszło (prawie jak u kolegi jago86): klapa, lampa, szyba, pas tylny, podłoga! Za krótki był ;) i poszedł na 3 tygodnie do blacharza.
Po tygodniu od wyjazdu z warsztatu przyszły wiosenne, silne burze. Zaparkowałem auto pod blokiem i biegiem przed deszczem do domu. Udało się! Nie na długo. Bo za jakieś 15 min dzwoni sąsiadka, że alarm się włączył. Wychodzę, a tam stoi stalowy śmietnik oparty o tył (przejechał jakieś 5-6 m!) i akurat trafił mnie. Mimo małego zagięcia blachy przy uszczelce szyba w mak. Jaki śmiech wywołałem w tym samym warsztacie blacharskim...bezcenne.:D
Jak czerwony pasek może zostawić czarny pasek?
zderzak jest chyba z czarnego plastiku :/ co z reszta widac na zdjeciu w podpisie
Bombel779
12-03-2009, 13:53
Było to jeszcze za czasów posiadania Seicento 1.1. Gdyby to był passek,zdarzenia te nigdy nie miałyby miejsca ;)
Nawet stalowy śmietnik ominąłby go duużym łukiem ;) :]
Eyyy sławuś, bo zaczepił zdes a nie lakierek A zdesie kilka dni wcześniej machałem czernidełkiem z sonaxa
zderzak jest chyba z czarnego plastiku :/ co z reszta widac na zdjeciu w podpisie
Chłopaki, ja wiem to doskonale, a tamto to był po prostu żart ;) Wiecie, czarny pasek - czerwony pasek :)
Było to jeszcze za czasów posiadania Seicento 1.1.
Kupiłem nowe w salonie jako pierwszy własny samochód! Po dwóch tygodniach! jazdy po ulicach miasta nadarzyła się okazja sprawdzenia "jak to hula" w trasie. Więc piątek, auto zapakowane działkowym sprzętem, jeszcze tylko podjechać po małe co nie co i w drogę. Zadowolony wyluzowany jadę i z kulturą stwierdziłem, że przepuszcze nawet pieszego mimo braku przejścia dla pieszych...i to był błąd, bo gość za mną starą cytryną na ten pomysł nie wpadł, za to z impetem wpadł mi w zad .
I tu się zaczął pech tego auta. Minimum raz w roku blacharz musiał być grany (z mojej winy lub nie).
Po jakimś roku pojechałem do kumpla na meczyk. Zaparkowałem auto na chodniku (w idealnej szczelinie). Po spotkaniu szybko odstawić samochód i dalej w tany. Wsiadam do auta, włączam radio, zapinam wsteczny i but...nagle jeb! i aż się odbiłem od kierownicy. Za mną stał znak i to mocno wbetonowany. W seicento poszło (prawie jak u kolegi jago86): klapa, lampa, szyba, pas tylny, podłoga! Za krótki był i poszedł na 3 tygodnie do blacharza.
Po tygodniu od wyjazdu z warsztatu przyszły wiosenne, silne burze. Zaparkowałem auto pod blokiem i biegiem przed deszczem do domu. Udało się! Nie na długo. Bo za jakieś 15 min dzwoni sąsiadka, że alarm się włączył. Wychodzę, a tam stoi stalowy śmietnik oparty o tył (przejechał jakieś 5-6 m!) i akurat trafił mnie. Mimo małego zagięcia blachy przy uszczelce szyba w mak. Jaki śmiech wywołałem w tym samym warsztacie blacharskim...bezcenne.
Bo do malowanego ciagnie :D
Po tygodniu od wyjazdu z warsztatu przyszły wiosenne, silne burze. Zaparkowałem auto pod blokiem i biegiem przed deszczem do domu. Udało się! Nie na długo. Bo za jakieś 15 min dzwoni sąsiadka, że alarm się włączył. Wychodzę, a tam stoi stalowy śmietnik oparty o tył (przejechał jakieś 5-6 m!) i akurat trafił mnie. Mimo małego zagięcia blachy przy uszczelce szyba w mak. Jaki śmiech wywołałem w tym samym warsztacie blacharskim...bezcenne.
a nie widzial ktos mechanikow pchajacych smietnik ?? :D
Ogłoszenie!
Zaginął mi jakiś czas temu taki ładny, metalowy śmietnik, pamiątka rodzinna.
Znalazcę czeka wysoka nagroda!
:D:D
Bombel779
15-03-2009, 13:21
Zaginął mi jakiś czas temu taki ładny, metalowy śmietnikMoże Radoslav będzie coś o tym wiedział... ? :D :rotfl:
Radoslav
16-03-2009, 13:24
Może Radoslav będzie coś o tym wiedział... ? :D :rotfl:
Heheh...no to mam winnego :D, bo długo szukałem kogo by można ścignąć na odszkodowanie, że śmietnik stał w miejscu nie przeznaczonym do tego i nie miał zaciągniętego "ręcznego". Ale skoro znalazł się jego właściciel to zwrot (chyba ok 2000 zł) poproszę na konto :cool:
PS: Mogę za to przyznać punkt "Pomógł"? ;)
Kolego Matee, a jaka nagroda za wskazanie miejsca postoju? :p
odświeże troszkę temat.....
kiedyś jak miałem 17-18 latek i ju ż miałem samochodzik z dziewczyną (obecną żoną) pojechaliśmy na przejażdzkę....była wczesna wiosna,roztopy,breja itp...no i w pewnym momencie skręciliśmy do lasu...hmmm jak to mówią w marcu koty marcują...jechaliśmy jakieś 200 m i..klops...po dość twardej ścieżce nagły uskok i samochód po same progi w błocie. Ale najgorsze, że ta śieżka jest często okupowana przez ssaki leśne, które całymi dniami stoją. A my....hmmmm, nie było żadnego wyjścia...samochód nawet nie chciał srgnąć w tym błocie. Więc zawstydzony jak diabli zadzwoniłem po kolegę z traktorem...a jak mu mówiłemgdzie ugrzęzłem to nie obyło się bez komentarzy i śmiech z jego strony jak powiedziałem, że na tej ścieżce gdzie TRIÓWKI urzędują...
Od tamtej pory, przez jakiś czas nie wypuszczaliśmy się na leśne przygody:)
Ja pamietam jakies 2 lata temu jak nie mialem prawa jazdy wziolem od starego samochod :) Chcialem pojechac fajki kupic na stacje benzynowa. Byla jesien, deszczowe dni itp. Wziolem 2 kumpli i jedziemy sobie spokojnie. A tu nagle dup... szuba zaparowala! Szybko wlaczylem nawiew, otworzylem okno i mowie do kumpla wytrzyj mi szybe a on wyciera - od swojej strony :D zaczolem zwalniac ale byl zakret a ja nic nie widze. Nagle slysze zgrzyt. Zatrzymalem sie wysiadam a tu koles do mnie z morda cos pan zrobil z moim autem :D Przerysowalem mu tylny zderzak :P A kumple do mnie z tekstem "UCIEKAMY!!". Na szczescie zachowalem zimna krew i sie z chlopem dogadalem :D Nie kapnol sie ze nie mialem prawka. Moje nadrozsze fajki w zyciu :D Impreza kosztowala mnie 450zl.
turbojajko
23-08-2009, 20:59
To i ja sie dopisze :rolleyes:
Kiedys ojciec kupil wymazonego Audi 100 , bylo to pare ladnych latek temu, jakies 14-15, wiec auto przedstawialo jakas tam wartosc a ja bylem jeszcze mlodym lebkiem bez prawka, ale jak mi sie wydawalo z niezlymi zadatkami na kierowce rajdowego:D.
No wiec staruszek wyprawial jakies imieniny, wujkowie ,ciocie i znajomi..:p . Po imieninach ,troche " na cyku" , przypomial sobie ,ze auto stoi na podworku. Wpal na pomysl ,ze on pojdzie do garazu i troche sie "przewietrzy", a ja przyjade za chwile i zaparkuje.
Wiec wsiadam do auta, zapalam i sune. Zeby wjechac do garazu trzeba zjechac z gorki i potem ostro w lewo. Nie wiem co mnie napadlo, moze to ze tez bylem na tych imieninach, ale wsiadalem ruszylem z buta i potem ostro dalem w lewo , ale to wszystko przy jakis 40 km/h . Efekt - nie zmiescilem sie do garazu :o. Poszedl prawy rog (lampa, maska, blotnik itd...).
Ja z auta ucieklem jak zobaczylem mine ojca( w koncu 130 kg )
Teraz na kazdej rodzinnej imprezie dostaje teksty o wprowadzaniu auta do garazu...:cool:
Maverick2222
26-08-2009, 23:05
Witam tez moge sie pochwalic swoja glupota jakies pol roku temu sniezek widomo slisko wiec mozna sie pobawic naszczescie na bezdrozach, ladna prosta ok.3km polnej zasniezonej drogi to mu w piz... rozkrecilem b3 do 140km/h i reczny ....... i amba fatima 1 drzewo potem 2 drzewo i naszczescie wyladowalem w rowie jak wiadomo sniegu bylo duzo wiec skonczylo sie tylko wymiana drozka kierowniczego,tuleii wachacza i polerka boku dla ciekawsich zrobilem ok. 4x 360 stopni.
Od tamtej pory mialem sie juz nie bawic w takia jazde ale jakos tak na poczatku lipca ta sama droga piaseczek predkosc troszke mniejsza i dziwny zbieg okolicznosci wyladowalem w tym samym miejscu:) hehehe
Kupilem cb radio do tego antenka. Postawilem popatrzylem, eee krzywo jakos wiec cala sila po dachu antena....no i piekna rysa jest bo pod magnesikiem kamyczek....generalnie juz dawno na siebie nie bylem tak wsciekly...
Koledze wycieraczka pukała w maskę,wiec postanowił z tym coś zrobić.Zaczął wyginać,wyjął mechanizm,i połamał jedno cięgno.Pospawał zamontował i zaczął wyginać ramie wycieraczki.Ramie pękło ,potłukł szybę z sensorem deszczu:D
Zakopane, zeszły rok, sroga zima.
Jadę spokojnie boczną uliczką, drogi całe zaśnieżone, dojeżdżam do skrzyżowania z główną, a przed nim 2 samochody czekają na wyjazd.
Moja prędkość góra 30km/h...zaczynam hamować, ale pod śniegiem pełno lodu...wibruje tylko abs, a samochód sunie dalej, chcąc uniknąć spotkania z innym samochodem, szukam szybko wyjścia...patrze na poboczach duże zaspy...pomyślałem skręcę zatrzymam się na zaspie. Tak też zrobiłem tyle że zaspa była bardzo puchata...wbiłem się passatem do tylnych drzwi...musiałem wychodzić tyłem i szukać chętnego do wyciągnięcia :p
hehehe :D dobrze ze nie bylo w niej np. hydrantu albo betonowego smietnika ;)
to i ja dorzuce swoje 3 grosze
rok 1997 może 1998 jade sobie swoim oplem kadetem B tzw. kwadratem, sierpień, piekna pogoda, laski w mini krecą sie po chodnikach więc jak to zmysł samca sie odezwał, patrze na "niezły towar" toczący sie chodnikiem i nagle JEB i toyote która własnie miała skrecać :)
koszty naprawy kadeta jak na szkolne czasy ogromne :) kierowca z toyoty na luzie, bo nic sie nie stało , zagieło tylko haki do holowania, widok policjantów bezcenny
PS. policjanci spisywali identyczny wypadek sprzed 5 minut
hasło policjanta: "ciepło sie zrobiło, dzieczyny skompo ubrane więc sezon wypadkowy wpełn" :)
To ja napiszę swoja głupotę..
majac 18 latek dostałem poldona z silnikiem 2 litry od argenty..
Wymiatacz ostry..
Pieknego dnia zaparkowałem na koncu parkingu gdzie był szeroki i długi pas do zawracania i manewów itp. podjechał koleszka który zaczął kręcić bąki kwadratem kańciakiem..
Bardzo chciałem pokazac koledze jak moje auto do tyłu zostawia 20 metrów spalonego sladu..
Wsiadam do auta i w tym momencie po mojej lewej stronie a raczej krawedzi auta staje mój sasiad 15 m dalej w lini prostej..
Zamiast spojrzeć w lusterka to ja spojrzałem przez ramie i gaz do dechy..
Dalej każdy wie jaki był finał.. siła uderzenia była tak wielka że połamałem prowadnice oraz wyrwałem fotel z ramy..
Mi nic sie nie stało ale.. od atam tej pory lusterko to swietośc u mnie przy cofaniu inaczej juz nie umiem cofac. Wracajac do sasiada i moich starych to nic nie napisze..
Moje auto które kupili mi wtedy rodzice jako niby nasz wspólny samochód kupili go jako 4 letniego poldka swieżą karówke a tu synek po 2 miesiacach zrobił facelifting..
ot ci głupota.. Aż wstyd........ :(
jechalem rano po "ciezkiej" nocy, trzeszczace plastiki tak mnie wyjatkowo draznily ze postanowilem przywalic z calej sily w deske rozdzielcza....pech chcial ze trafilem w kratki nawiewow i oczywiscie cale polamalem....<lol>
To ja mmoże pochwalę się koleżanką , hehe
Koleżanka jadąc do pracy chciała się umalować , a że jest leniwa i nie chciao jej się przejść na fotel gdzie w osłonie było lusterko , zdjęła lusterko wsteczne , eleganckop położyła na kolanach i umalowała się , niestety , lusterko jak łatwo dało się zdjąc , tak za nic nie chciało się właożyć na miejsce , tak bidulka pchała to lusterko , że szyzba przednia poszła , i ona tez poszła , po nową heheehe
szczudlo6
10-09-2009, 17:49
Witojcie
Najdurniejsza moja rzecz to gdy wymienialem w Golfie 3 antene w błotniku. Wziąłem śrubokret zeby tą gumke odczepić i niefartownie mi się ześliznął i przerysowałem błotnik ;/ rysa miała z 10cm i to taka strasznie głeboka;/
No to ja opowiem o sąsiedzie.Dwa dni temu,rano wpada sąsiadka i drze się "zaje**li nam samochód".Patrze no nie ma.Za kilka minut przyjeżdza laboratorium,sledczy.robią odlewy z opon,butów,wywiad z sąsiadami.Mineło z 5 godzin patrze przez okno a auto już stoi.Ide do sąsiada żeby się spytać.
No to on zaczyna"Kazałem Łukaszowi wieczorem jechać zatankować i kupić piwo i chleb z bidronki(150m od naszego bloku).A ten debil zapomniał że samochodem przyjechał i ją tam zostawił,a dokumenty i kluczyli położył na półce.A jeszcze się pytałem gdzie postawił to on i jego panna twardo mówili ze pod blokiem.
karol27 co tam za spece u Ciebie mieszkają. :D
robert10
10-09-2009, 23:55
policja i tak pewnie by tego auta nie znalazła:)
zielonysmok
12-09-2009, 08:13
Kazałem Łukaszowi wieczorem jechać zatankować i kupić piwo i chleb z bidronki(150m od naszego bloku).A ten debil zapomniał że samochodem przyjechał i ją tam zostawił,a dokumenty i kluczyli położył na półce.A jeszcze się pytałem gdzie postawił to on i jego panna twardo mówili ze pod blokiem.
Pojechał z dziewczyną i zapomnieli o samochodzie :)
kacza1982
12-09-2009, 10:26
Ja może nie zrobiłem nic durnego, ale niestety będę musiał zrobić:( Będę musiał sprzedać go, oddać w jakieś niedobre ręce:( Prawdopodobnie za tydzień, niestety sytuacja moja i mojej kobiety, która mnie nienawidzi i ciągle traktuje jak dojną krowę zmusza mnie do tego:( kredyt trzeba spłacić... dobre wieści: czekam na pracę w innej firmie, jak się powiedzie będzie auto służbowe, lepszy zarobek i kiedyś znowu kupię Passka:D
TurboTdi
14-09-2009, 19:25
Ja może nie zrobiłem nic durnego, ale niestety będę musiał zrobić:( Będę musiał sprzedać go, oddać w jakieś niedobre ręce:( Prawdopodobnie za tydzień, niestety sytuacja moja i mojej kobiety, która mnie nienawidzi i ciągle traktuje jak dojną krowę zmusza mnie do tego:( kredyt trzeba spłacić... dobre wieści: czekam na pracę w innej firmie, jak się powiedzie będzie auto służbowe, lepszy zarobek i kiedyś znowu kupię Passka:D
Odkupisz potem swojego :D
zielonysmok
14-09-2009, 20:12
I jeszcze z mniejszym przebiegiem będzie :)
capslock82
14-09-2009, 20:42
To i ja napisze glupote z passkiem. Dwa dni po odebraniu passata od lakiernika i nacieszeniu oka nowym lakierem wychodze rano i opdpalam paska. A ze snieg popadal w nocy to mysle wlacze sobie wsteczny kola skrecone i gaz w podloge a jakie bylo moje zdziwienie jak prawie samochod sie obrocil a przy koncu zatrzymal sie o traktor . Efekt lampa bleda do wymiany a maska , pas przedni oraz blotnik do malowania. Oczywiscie tel do lakiernika czy jeszcze kanalu nie zajal bo mam juz do niego kolejna robote :D:D:D 400zl poszlo z kieszeni.
Teraz juz uwazam jak zawracam na wstecznym.
marek664
08-10-2009, 18:45
Dziś właśnie miałem sprawić nowe tarcze+klocki hamulcowe na przód paskowi ,pomyślałem sobie 2-3 godz spokojnej roboty i po sprawie,po 6 min stara tarcza już lezała obok i nadszedł czas wciskania tłoczka do zacisku -odkręciłem odpowietrznik i "kowalskimi"narzedziami działam no cięzko idzie ale "niby"się chowa kilka uderzeń wiecej i płyn zaczął wypływać z wnetrza tłoczka poprostu pękł :(
Nowy zacisk Vw dealer =780 PLN
zamiennik =368 PLN
Jakby ktoś miał to ....kupie ;-)
http://images45.fotosik.pl/212/ba883866799d299dm.jpg (http://www.fotosik.pl/showFullSize.php?id=ba883866799d299d)
Da się jeszcze wymienić ten cylinderek???Już mi różne głupoty przychodza do głowy;)
no to moze ja sie pochwale.nie chodzi o passata.to byl f 126p.jak ktos mial ten pojazd to wie co to skrzynia biegow.w tym problem polegal ze nie bylo pierwszego biegu.tak wiec jeszcze za mlodych pomyslelismy z kolesiem ze rozbierzemy skrzynie i ze byly a wlasciwie nie bylo zebow pierwszego biegu ,to wpadlismy na pomysl ze za pomoca spawarki je napawamy.oczywisczie nie mosze mowic co sie stalo po zlozeniu i probie ruszenia z pierwszego biegu .auto jakby troche drgnelo i to tyle.
Marek664, to rzeczywiście głupio zrobiłeś z tymi zaciskami. Ja robiłem to u siebie w B4, to odkręca się korek płynu hamulcowego, przyda się odessać płyn ze zbiorniczka, żeby się nie przelał i zostawia otwarty. A tłoczki ładnie wchodzą ściskiem stolarskim z Praktikera :). Nie uderza się niczym po tłoczku! Tłoczek wchodzi powoli pod naciskiem, bo musi przepchać płyn do zbiorniczka.
marek664
10-10-2009, 22:28
Marek664, to rzeczywiście głupio zrobiłeś
No to temat wybrałem odpowiedni do tego ;)
Nie uderza się niczym po tłoczku! Tłoczek wchodzi powoli pod naciskiem, bo musi przepchać płyn do zbiorniczka.
Odkręciłem odpowietrznik to płyn miał już drogę ucieczki,tarcza byla zwichrowana z tej właśnie strony,pod osłoną czysto,nie wiem czemu się aż tak zablokował -nie wiedziałem że tłoczek moze w taki sposob pęknąć 0_0 - i to nie pierwsze auto ,które robiłem i zawsze zero problemów ale to zapamietam na dluzej ,czesc juz nabyta wiec OK-
ormowiec
10-10-2009, 22:49
w intercarsie dostaniesz sam tłok za 60-70 zł, tylko musisz dobrać z katalogu odpowiedni ;)
Ja powiem tak
-Nie zakładajcie pierścieni na tłoki w golfie mk1 z 79r po pijaku, gów.. z tego będzie
-Jak odpalacie auto na pych i po 2km nie odpali to właczcie zapłon
-Jak przejedziecie 100km na 20litrach ropy to spojrzeć w lusterko czy se drogi powrotnej cennym paliwem nie znaczycie;]
-Nie wkładajcie nic w otwór od świec aby zablokować tłoki w celu odkręcenia śruby na wale bo zawory to se można wsadzić. Zrobiłem tak za namową ojca(byłem młody i głupi) :idiota:
był to matiz siostry, a miałem tylko pasek wymienić;] to wymieniłem jej 2 zawoty uszczelkę olej pasek uszczelniacze i troche pierdół
passatb5
18-01-2010, 11:56
Najdurniejsza rzecz jaką zrobiłem swoim? Hmm.. No była ich kilka:
- wszedłem tak w zakręt na ręcznym z zimę, że zatrzymałem się 5cm od lampy
- tak jechałem w mieście, że się zagapiłem i prawie bym wjechał w dupę policji ale na szczęście odbiłem w lewo na przeciwny pas i zatrzymałem się obok nich w połowie radiowozu (oni się nawet nie spojrzeli mimo, że przejechałem na podwójnej ciągłej)
- nie wymieniłem na czas z tyłu amortyzatorów a, bo wiadomo jak to jest.. nie ma się czasu, często też pieniędzy no i wpadłem tak w poślizg, że trochę trzeba było w samochód włożyć (co prawda nie z mojej winy, ale auto powinno być sprawne)
- tak redukowałem często przy 100 na dwójkę i mi wpadały obroty 6000, że musiałem wymienić 2 poduszki - pod skrzynią i silnikiem..
Było tego jeszcze trochę, ale nie mogę sobie jakoś przypomnieć :P
Odśnieżałem szybę szczotką, która w nocy leżała na mokrym dywaniku.
Szczotka zamarzła na kamień czego nie zauważyłem.
Nie jestem pewny jak to możliwe, ale rano strzeliłem sobie
4 piękne rysy na przedniej szybie tą właśnie szczotką.
Da się z tym jeździć, ale wku.....a mnie to niesamowicie.
Piotrek2005
18-01-2010, 14:35
W zeszłym roku na jesieni miałem jeszcze astrę G. Przecinałem dwupasmówkę z pasem zieleni. Patrzę w lewo, jest wolne to przejechałem na środek skrzyżowania. A potem zamiast w prawo to znów popatrzyłem w lewo!! I ruszyłem...
Kobicie w maluchu nic się nie stało ( uff ) ale jej car poszedł na złom. Astra po małym remoncie poszła do żyda. Plus taki że teraz mam paska :D
W moim passacie przepaliła się rura wydechowa, pojechałem do mechanika on rurę wyciągną POSPAWAŁ i po prostu mi ją naprawił za parę złotych, no prawie jak za darmo. Przyjechałem do domu i wjężdżam do garażu a nie mogę wjeżdżać tyłem bo końcówką tłumika zachaczam o prożek NO I CO WJECHAŁEM TYŁEM A NA DRUGI DZIEŃ RANO POJECHAŁEM KUPIĆ NOWY TŁUMNIK BO STARY SIĘ URWAŁ ale byłem ZŁY!!! :mad:
gryzli1972
18-01-2010, 22:00
No to ja sie pochwalę moim "sprytem":( Jakieś 5 lat temu sprowadziłem golfa 3 w kombiku 1,9 td wszystko cacy ale były do zmiany wycieraczki z przodu.Myslę sobie kupię nowe będzie ładnie wycierać jak pomyślałem tak zrobiłem no i zabieram sie do ustrojstwa ,stare wycieraczki zdjąłem cięgna zostały w górze ja łapie za jedno a one fiuu:eek: z ręki i prosto w szybę.Wycieraczki kosztowały mnie 400 zł ale za to jak wycierały na "nowej szybie":)
ładowałem sobie w lecie drzewo na przyczepkę, byłem po paru browarkach i przerzuciłem przyczepkę:mad:. poszła tylna szybka i trochę klapę przerysowało:639:
hehe. mi też się zdarzyło. chciałem audiolkę porządnie wyczyścić ponieważ miałem klienta na drugi dzień. (audi 80, b3, 1,8E- z francji sprowadzona). podczas czyszczenia przedniej szyby wypadło mi lusterko z nóżki. mądry Marcin zamiast wyciągnąć ją z szyby, przyłożył lusterko i wbijał na siłę. curwa!!! TAK PO PROSTu 350 NA ODCHODNE. do tego na gwałt szukanie gościa co mi ją wprawi... Ale po upływie czasu śmieję się z tego. dobrze wspominam tą brykę :)
tomek_199
10-03-2010, 20:00
Pare lat temu miałem pewien samochód, był zasilany gazem. Stwierdziłem że jezdząc na gazie wypija mi paliwo bp, nie myśląc na włączonym silniku zdjąłem przewód paliwowy z pompki przy silniku. Efekt był taki że paliwo trysło na kable wysokiego napięcia i cała komora silnika spłoneła. Po kilku dniach ślęczenia i wymieniania części i kabli odpaliłem auto.
Ja miałem tez przygode nawt 2 ale 1 to jak mialem super poldka v-max i sobie 100 pocinałem a tu piesek mały no to na cheble i tak mnei zaczeło rzucac ze głowa mala prawie mnie du.. wyprzedziła od tanmtej pory nie chamuje jak cos wchodzi pod zderzak:)
Druga przugoda juz paskiem jakis tydzien temu jechalem z panna do nałęczowa w niedziele ale ze pracuje na dachu jako dekarz i po drodze robiliśmy daszek to pomyslalem ze pokaże dziewczynie nasze wypociny no i domek jest drogi brak ale widze taka trawka podeschnięta no to wjechalem iiii poczułem aby jak pasek osiada w ziemi dodam ze byl czysty i woskowany co sie dzialo tak gosciowi rozjeżdzilem ten trawniczek ze hej samochod jak po niezlej jezdzie po lesie na dachu błoto na szybach boto ale pasek wyjechal a ile sie osłuchalem a mowiłeam ze tak bedzie i ze to i tamto.... najlepsze jest to ze nawrocilem pod kópka obornika która lezała nieopodal hahaha
lysy78_03
10-03-2010, 20:26
Ja miałem tez przygode nawt 2 ale 1 to jak mialem super poldka v-max i sobie 100 pocinałem a tu piesek mały no to na cheble i tak mnei zaczeło rzucac ze głowa mala prawie mnie du.. wyprzedziła od tanmtej pory nie chamuje jak cos wchodzi pod zderzak
Druga przugoda juz paskiem jakis tydzien temu jechalem z panna do nałęczowa w niedziele ale ze pracuje na dachu jako dekarz i po drodze robiliśmy daszek to pomyslalem ze pokaże dziewczynie nasze wypociny no i domek jest drogi brak ale widze taka trawka podeschnięta no to wjechalem iiii poczułem aby jak pasek osiada w ziemi dodam ze byl czysty i woskowany co sie dzialo tak gosciowi rozjeżdzilem ten trawniczek ze hej samochod jak po niezlej jezdzie po lesie na dachu błoto na szybach boto ale pasek wyjechal a ile sie osłuchalem a mowiłeam ze tak bedzie i ze to i tamto.... najlepsze jest to ze nawrocilem pod kópka obornika która lezała nieopodal hahaha
qwa a teraz poproszę o tłumaczenie na polski.
VWszylus
10-03-2010, 20:42
qwa a teraz poproszę o tłumaczenie na polski.
bez przesady:) można zrozumieć:) Pozdrawiam
Ja miałem tez przygode nawt 2 ale 1 to jak mialem super poldka v-max i sobie 100 pocinałem a tu piesek mały no to na cheble i tak mnei zaczeło rzucac ze głowa mala prawie mnie du.. wyprzedziła od tanmtej pory nie chamuje jak cos wchodzi pod zderzak:)
Druga przugoda juz paskiem jakis tydzien temu jechalem z panna do nałęczowa w niedziele ale ze pracuje na dachu jako dekarz i po drodze robiliśmy daszek to pomyslalem ze pokaże dziewczynie nasze wypociny no i domek jest drogi brak ale widze taka trawka podeschnięta no to wjechalem iiii poczułem aby jak pasek osiada w ziemi dodam ze byl czysty i woskowany co sie dzialo tak gosciowi rozjeżdzilem ten trawniczek ze hej samochod jak po niezlej jezdzie po lesie na dachu błoto na szybach boto ale pasek wyjechal a ile sie osłuchalem a mowiłeam ze tak bedzie i ze to i tamto.... najlepsze jest to ze nawrocilem pod kópka obornika która lezała nieopodal hahaha
to napisal napewno ten szyfrant co z wojska zdezerterowal ten co ogladal wiadomosci dzis wie o czym mowie
bez przesady:) można zrozumieć:) Pozdrawiam
Można, ale z wielkim trudem. A wystarczyłoby umieścić tylko (albo aż :!:) przecinków, kropek
Bartonero
17-03-2010, 13:43
a ja przeczyściłem sobie kiedyś rozgrzany reflektor (szklany), kulką śniegu. Efekt był natychmiastowy :-)
Józefoo
używaj mozilli, błedy by Ci poprawiła(tak na przyszłość);)
zoltan82
17-03-2010, 16:46
Ja mialem golfa II 1.6TD i nad morzem w pewnym miasteczku po ulewie zalalo skrzyżowanie ja bedac bardzo odwazny mysle sobie co mi tam przeciez przejade, no i zonk wjechalem woda podeszla pod przednia szybe, silnik zaciagnal wode przez filtr powietrza i dostala sie do garow. w ten sposob zalatwilem korbowody i silnik do wymiany, bo kapitali nie oplacalo sie robic.
andrzej21
28-05-2010, 16:59
heh aż mi sie łezka w oku zakręciła ;P
miałem to samo jeszcze 206tką tylko że cofałem do garażu z otwartą klapą bagażnika, i w miare szybko się zorientowałem i skończyło się tylko na strachu i małym otarciu na rancie klapy
Powered by vBulletin? Version 4.1.10 Copyright Š 2012 vBulletin Solutions, Inc. All rights reserved.